Drobny handel kontra markety. Co lepsze?

Drobny handel jest lepszy niż supermarkety. To jest naturalna oczywistość dla każdego, który choć trochę pomyśli o ekonomii. Oczywiście na społecznościówkach znajdują się tacy, którzy mówią, że to co wypisuję tutaj to bzdura, bujdy… wykaż to, udowodnij… gardłują!

Otóż nic sobie nie muszę udowadniać, aby być przekonanym o słuszności moich poglądów – wystarczy, że rozejrzę się po okolicy i Wam też to proponuję!

Mieszkam na tym samym osiedlu od urodzenia, z przerwą na studia i początki kariery w dużym mieście, pamiętam w latach 90-tych miejsca, wiele miejsc gdzie kiedyś istniały sklepy, na dużym osiedlu co najmniej w 4-5 miejscach istniały takie mikro-targowiska, szczęki, budki, miejsca gdzie lokalni rolnicy przywozili swoje produkty.

Jak mówiłem dość dobrze znam moje osiedle (wielkości małej dzielnicy), miałem znajomych w każdej jego części, jeździłem non stop na rowerze, pamiętam gdzie istniał jeden sklep, drugi… dwudziesty. Teraz tych miejsc po prostu nie ma – w przypadku budek, został pusty placyk, w przypadku sklepów w budyneczkach, łącznikach, straszą pustostany albo punkty typu „weź kredyt – chwilówkę”.

Za to mamy supermarkety! Cholernie dużo jak na jedno osiedle, bo 7 i 8-my na pograniczu. Na dokładkę 2 supermarkety budowlane.

Tyle, że supermarket nie jest żadną inwestycją lokalną oraz drenuje lokalny rynek!

  • przedsiębiorca inwestuje na miejscu, rozbudowuje swój biznes, inwestuje w nieruchomość
  • przedsiębiorca wypracowane zyski inwestuje na miejscu – pieniądze zostają w mieście, przynajmniej w regionie
  • przedsiębiorca tworzy miejsca pracy, tak, przede wszystkim dla siebie i dla rodziny, jednak znów – pieniądze zostają w okolicy i cyrkulują – on i jego rodzina wydają pieniądze lokalnie – zyskuje całą społeczność, tworzą się kolejne miejsca pracy, także dla Ciebie
  • przedsiębiorca zapewnia pracę i przyzwoite partnerskie warunki dla dużej sieci lokalnych dostawców, producentów, serwisantów

A teraz popatrzmy jak to jest w markecie:

  • supermarket nie inwestuje w nieruchomość, skręcana stalowa hala marketu może być rozkręcona w tydzień i za miesiąc stać za granicą – to nie jest nieruchomość
  • supermarket wypracowane zyski wyprowadza za granicę – pieniądze uciekają z regionu i z kraju
  • supermarket niszczy miejsca pracy w lokalnej ekonomii – ludzie, którzy pracują w marketach, dostają bieda-wynagrodzenia nie wystarczające do samodzielnego utrzymania się, czasem wystarczy na uzbieranie na bilet do wyjazdu do Anglii
  • supermarket, niszcząc lokalny rynek, narzuca swoje warunki dużej sieci dostawców na granicy opłacalności, zmusza ich de facto do kredytowania swojej działalności

Argumentów znajdzie się oczywiście więcej i zapraszam do ich zgłaszania.

Moich przeciwników w dyskusji zapraszam do refleksji, dlaczego wokoło jest taka bieda i albo oni, albo tylu ich znajomych jedyną perspektywę na przyszłość znajduje w wyjeździe do UK.

Jako kraj mamy doskonałe warunki do rozwoju, surowce naturalne, idealne położenie geograficzne, powinniśmy być najbogatszym krajem Europy. Dlaczego jest inaczej?

Miejsce supermarketu to nie jest centrum miasta ani osiedla! O poglądach wolnorynkowych…

Ciekawa dyskusja rozwinęła się pod poprzednimi wpisami dotyczącymi marketów. Niestety nie wszyscy albo zrozumieli, albo czytali wszystkie posty od początku, ale w sumie rozumiem – największą ciekawość wzbudziła mapka “efektu Biedronki” na moim osiedlu i wokół tego skupiły się argumenty. Dodam zatem w sposób uporządkowany kilka kolejnych słów o supermarketach.

Poglądy wolnorynkowe

Niektórzy z Kolegów zarzucają mi zamordyzm i chęć odgórnego sterowania rynkiem, bo przecież na wolnym rynku liczą się tylko oczekiwania konsumentów! No nie? Otóż tak nie jest.

Wolność i poglądy wolnościowe nie oznaczają zaraz anarchii, czyli brutalnego prawa silniejszego.

Jestem za jak największą wolnością we wszystkich dziedzinach życia, jednak czy w imię tej wolności zgodziłbym się na budowę uciążliwego obiektu przed moim balkonem jakim jest ferma świń?! Ale jeśli ktoś kupił za własne pieniądze teren przed moim balkonem, w mieście, na osiedlu to przecież ma prawo wyczyniać na swoim terenie to co mu się podoba? To może mini-wysypisko śmieci albo koksownia? Co?

Pozostawiam temat do dalszej dyskusji…

Supermarket jest obiektem uciążliwym dla otoczenia – tak samo jak ferma świń!

Klient wchodzący do supermarketu od frontu nie widzi uciążliwości obiektu dla otoczenia, widzą go jednak mieszkańcy. Co przeszkadza ludziom w supermarkecie? Tym ludziom, których okna i balkony wychodzą na zaplecze supermarketów?

  • hałas i wyziewy z klimatyzacji
  • przeraźliwy smród z mega-kontenerów za marketem – zwłaszcza w ciepłe dni
  • hałas TIRów wczesnym rankiem dowożącym towar
  • korki samochodowe, smród spalin i zagęszczenie ruchu spowodowane przez postawienie sklepu, parking…

Co? Zdziwienie? Czy wpadlibyście na to, by fermę świń stawiać w środku miasta? Genialne, nieprawdaż?

Szary dach w dole obrazka to bloki mieszkalne – okna mieszkańców wychodzą na wyziewy z klimy i hałaśliwe  wentylatory supermarketu… przy placu manewrowym TIR… miniosiedle domków jednorodzinnych. Srebrne dachy to także bloki. Latem od zaplecza, od megakontenerów śmieciowych jest taki smród, że zbiera na wymioty…

No i wreszcie dochodzimy do wniosku,  jak w tytule…

Miejsce supermarketu to nie jest centrum miasta ani osiedla!

Miasto, osiedle jest formą organizacji życia, zamieszkania, pewną wyższą formą zarządzania nieruchomościami. Koszty, zaawansowana infrastruktura, kompleksowe podejście do przestrzeni publicznej i życia.

W miastach nie stawia się obecnie obiektów wielkoprzemysłowych, nie zakłada się także gospodarstw hodowli świń. Czy to jest tak trudne do ogarnięcia, czy może też na tyle jasne, że nie wymaga dalszego pisania z mojej strony?

Miasto nie jest tylko przestrzenią fizyczną, ale przestrzenią kulturalną, ekonomiczną… inwestycje w mieście powinny dokonywać się w sposób przemyślany. Zarządzanie miastem w sposób racjonalny nie kłóci się z poglądami wolnorynkowymi.

Co sądzić zatem o włodarzach miast wydających zgody na budowę supermarketu na osiedlu?

Gdzie jest zatem miejsce dla marketów?

Miejsce jest na obrzeżach/poza granicami miast. Tak samo jak fermę świń lokalizuje się nie bliżej niż pół mili od granic administracyjnych miasta, tak samo powinno się lokalizować uciążliwy obiekt jak supermarket.

Super- czy hipermarket nie wnosi nic do tkanki miejskiej, tylko ją niszczy. Stalowa hala, parking, dodatkowe korki, hałas, smród i zwiększony ruch.  Chcecie tego bajzlu przed swoim własnym domem w mieście? Większość z Was tego zapewne nie chce (choć taki obiekt 500m dalej przed balkonem nielubianego kolegi z pracy zapewne niektórych cieszy…)

Równość dla małych i dużych

I wreszcie na koniec. Uważam, że zarówno drobny handel, jak i handel wielkopowierzchniowy powinny ponosić  procentowo takie same obciążenia fiskalne. Nie może być tak, że market wyprowadza całość, lub część zysku za granicę i nie płaci podatku w Polsce, lub płaci go mało, kiedy drobny sklepikarz ponosi pełne obciążenia fiskalne…

…przy czym supermarket korzysta w znacznie większym stopniu z infrastruktury finansowanej z tych podatków niż drobny przedsiębiorca.

Zatem niech płacą uczciwie i niech w sensie podatkowym konkurują na tych samych warunkach, co reszta.

Koniec komuny – czyli równych i równiejszych!

Exit mobile version