Żytnia Extra przeprasza, ale nie odpuszcza – granice prowokacji w reklamie

Chyba wszyscy z Was znają skandal lubiński związany ze skandaliczną promocją wódki Żytnia Extra. Dla tych, który są na wakacjach i nie śledzą polskich wiadomości przypomnijmy. Marketingowcy Żytniej wykorzystali do swojej prowokującej kampanii a’la klimaty PRL zdjęcie umierającej ofiary Zbrodni Lubińskiej w 1982, kiedy władze krwawo stłumiły pokojowe demonstracje mieszkańców Lubina. Dla nich to było śmieszne, dla lubinian i starszego pokolenia jest to trauma, nie ma na to słów…

Protesty w internecie były tak ostre, że firma odpuściła, ten element kampanii promocyjnej wycofała i wystosowała przeprosiny, tyle, że kontrowersyjna kampania trwa dalej, choć w nie tak drastycznej formie.

Na zdjęciu mamy kolejny wymysł marketingowców Żytniej, możecie także zobaczyć tam mój komentarz o treści…

Kolejna kretyńska reklama, bo akurat to nie Polacy budowali a Stalin jako symbol komunistycznego panowania nad Polską. W tej reklamie, tak samo jak w skandalu lubińskim, widać jasno celowe działania prowokacyjne i pogardę jaką ma Firma w stosunku do Polaków, polskiej historii i pamięci pomordowanych ofiar komunizmu i stalinizmu.

Jeśli któremuś z Drogich Czytelników i Czytelniczek wydaje się, że przesadziłem proszę zerknąć na FAKTY:

Zdjęcie przedstawia kwartały Warszawy wyburzone, aby zrobić miejsce pod Pałac im. Stalina obecnie zwany Pałacem Kultury. Budowa tego pałacu nie była odbudową Warszawy, ale kolejną celową destrukcją przestrzeni miejskiej Warszawy dla potrzeb politycznych.

Osobom, które dalej są sceptyczne do mojego komentarza polecam dogłębną lekturę: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stalinizm#Zbrodnie_stalinowskie

Pokolenie, które pamięta ten terror nadal jeszcze żyje i patrzy na nas. To Warszawiacy w Powstaniu Warszawskim wydani przez Stalina na rzeź Niemcom. To późniejszy krwawy terror trwający aż do 1956 roku.

Czy my mamy szacunek do tych ludzi?

Co dalej? Czy za chwilę marketingowcy Żytniej nie zaserwują nam zdjęcia „promocyjnego” z dymiącymi kominami krematoriów? Bo mam przeczucie, że to nie koniec szczucia w tej kampanii reklamowej.

Pojawia się wreszcie pytanie – gdzie są ostateczne granice dobrego smaku, kontrowersji i prowokacji w reklamie? Ile można zaakceptować w imię „tolerancji”?

Kartki na mięso i towary w PRL, czyli reglamentacja i kryzys lat 80-tych.

Z dzieciństwa przypominam sobie tzw. kartki. Wydzieranie kartek uprawniających do zakupu towaru przed pójściem do sklepu, ogromne kolejki i brak gwarancji, że coś zostanie. Za komuny pieniądze nie wystarczyły do zakupu, trzeba było jeszcze mieć przydział, czyli słynne kartki. Ponieważ rodzice nie pili i nie palili kartki alkoholowo-tytoniowe mogli przehandlować, tak że w domu zawsze było co jeść w czasie PRLu (nie każdy miał wtedy taki luksus).

W Polsce kartki wprowadzono w lipcu 1976 i dotyczyły zakupu cukru. Od roku 1981, wobec coraz wyraźniejszych niedoborów na rynku, wprowadzano coraz więcej kartek. Na początku, oprócz funkcjonujących już pięć lat kartek na zakup cukru wprowadzono kartki uprawniające do zakupu mięsa, potem kartkami objęto jeszcze masło, kaszę, ryż, mąkę, następnie olej, mydło, proszki do prania, słodycze, papierosy, alkohol, benzynę itd.

Kartki na artykuły codziennego użytku w Polsce ostatecznie wycofano do końca lipca 1989, jednak ja ich nigdy nie zapomnę 🙂

Exit mobile version