Wolimy smartfony niż komputery

Tytuł dzisiejszej notki chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Jeśli chodzi o konsumpcje treści, w tym przypadku czytanie blogów generalnie wolimy urządzenia przenośne niż komputery. Wydruk ze statystyk moich blogów z ostatnich 7 dni mniej więcej pokrywa się z ogólnoświatowymi trendami, tj. 50+ do kilku % na rzecz tabletów i smartfonów. Poniżej połowy dla laptopów i stacjonarek.

U mnie jednak jest na odwrót. Smartfona do celów internetowych nie używam prawie w ogóle i mimo posiadania 2 smartfonów raczej nie mogę się do tego przekonać. Raz na jakiś czas do internetu używam domowych tabletów 10 oraz 7 cali. 99% mojej aktywności w necie to jednak komputer. Jak jest u Ciebie?

Przy okazji, przypominam o nowym pluginie na moich blogach, który pojawia się po lewej, lub prawej stronie okna na komputerze oraz na dole strony w przypadku tabletu i smartfona.  Dzięki temu możesz łatwo podzielić się wybraną treścią z blogów na społecznościówkach. Z góry dziękuję za polecenia. Pozdrwiam,

Ostatnia chwila na darmową aktualizację do Windows 10. Nie rób tego!

Temat na fali, ponieważ jeszcze tylko przez okres dwóch tygodni możesz zaktualizować Windowsa 7 lub Windowsa 8 do najnowszej wersji Windows 10.

W towarzystwie pojawiają się dyskusje, czy to robić, czy nie – potem już trzeba będzie zapłacić, to oczywiście kuszące… bo teraz możesz jeszcze mieć ZA DARMO! Efekt przemijającej okazji jest tu dominujący… to odejdzie i nie wróci jak ta piękna pani na zdjęciu tytułowym… więc…

Gdybym Tobie jednak miał doradzać na podstawie MOICH WŁASNYCH doświadczeń powiem – nie rób tego, nie aktualizuj, nie wchodź na Windows 10, zostań przy dotychczasowym rozwiązaniu!

  • Jeśli używasz komputera z Windowsem do jakiś dedykowanych zadań i nie chcesz zakłócać ich biegu,
  • jeśli Twój dotychczasowy system z 7-ką czy nawet 8-ką działa bez większych zgrzytów,
  • jeśli posiadasz wszystkie sterowniki do urządzeń peryferyjnych, które pracują sprawnie,
  • jeśli nie jesteś deweloperem, który musi mieć najnowsze wersje przeglądarek, bibliotek, itp. firmy Microsoft…

… to zostań przy dotychczasowym systemie!

Microsoft kusi możliwością powrotu do poprzedniej instalacji w ciągu 30 dni, ale co potem? Nie daj się nabrać! Mój sprzęt zaktualizowany do Windows 10 zachowywał się w miarę sprawnie, przez ok. 6 tygodni, do pierwszej masowej aktualizacji (nad którą w Windowsie 10 nie masz prawie żadnej kontroli!) potem zaczął odstawiać cyrki. Obecnie nawet mojego komputera nie mogę wyłączyć (system zgubił kompatybilność ze sprzętem, mimo początkowego raportu 100% zgodności) bez zupełnego odcięcia zasilania.

Zamulanie systemu w okolicach 6-8 tygodni od przejścia to nie jest to tylko mój przypadek, ale także osób znajomych, które teraz chciałyby mieć inny system, ale już nie ma powrotu, bo 30 testowych dni już minęło!

Oczywiście jestem na tyle obeznany w komputerach, że wyłączyłem wszelkie elementy szpiegowskie, zbieranie moich danych i wysyłanie do Microsoftu, wszelkie programy w tle, itp.

Grrr…. Oddajcie mi mój system!

Nie pomaga nic, doznawałem rozstrojenia nerwów walcząc z Windowsem 10. Czuje się po prostu oszukany przez firmę Microsoft i moją frustrację potęguje fakt, że niestety nie mogę wrócić do mojego pierwotnego systemu.

Obecnie wyrzuciłem dysk HDD z Windowsem do szuflady, kupiłem SSD postawiłem na nim Linuksa (Ubuntu) + Chrome… i tak funkcjonuję już jakiś czas, mając w sumie rozwiązanie kompatybilne z ChromeOS. Jednak czy to jest rozwiązanie dla każdego? Na pewno nie, choć mi wystarcza do pracy.

Jeśli, mimo moich słów, nie dasz mi się przekonać do pozostania przy obecnym systemie i koniecznie chcesz zainstalować Windows 10 – zerknij na to z czym masz tu co czynienia…

  • Po aktualizacji zerkam na nowy Win10 i już widzę, że w swojej istocie to jest, w mojej opinii, jeden wielki zlepek oprogramowania zbierającego do celów komercyjnych wszelkie możliwe dane użytkownika, łącznie z analizą tego co piszemy, którą to opcję (na szczęście już przeze mnie wyłączoną) widzicie na powyższym obrazku.
  • Aby w ogóle ten system nadawał się, aby mógł go „dotknąć” normalny człowiek, a nie jakiś terminator… musimy wejść w Ustawienia, zakładkę prywatność oraz powyłączać 95% proponowanych tam opcji. Np. po co większość użytkowych aplikacji mam mieć dostęp do moich osobistych notatek w kalendarzu czy do… kamery laptopa. Zostawiamy co najwyżej włączone rzeczy takie jak WiFi/Bluetooth czy ewentualną kamerę dla Skype.
  • Tyle możesz zrobić aby odciążyć system, który w zapowiedziach miał być lekki (tak aby starsze komputery zyskały nowe życie) tymczasem jest jedno wielkie zaśmiecenie pamięci wszelkim możliwym śmieciem uruchamiającym się w tle. Domyślne opcje to porażka. Dlatego na zrzucie ekranu powyżej wyrzucam wszystko, co może uruchamiać się w tle i zamulać mój komputer (zamulanie systemu to według mnie forma wywierania na nas presji aby pójść do sklepu i kupić nowy sprzęt)
  • Czyli podsumowując, wchodzimy w ustawienia prywatności i wyłączamy prawie wszystko, co wpadnie nam w ręce, aby system nadawał się do jakiegokolwiek kontaktu z nim. 
  • Fakt, że mamy do czynienia z nowymi kolorami i nowym zestawem cienkich, delikatnych ikon, gdzie dominuje estetyczny minimalizm, nie znaczy, że produkt można określić jako coś udanego. W moim odczuciu, jest to system zrobiony tak, aby nas na każdym kroku rejestrować, profilować i skłonić nas do kolejnych zakupów… więcej, więcej i jeszcze więcej… a czy to jest to, czego pragniesz – to już sobie samodzielnie odpowiedz.
  • Zostań przy dotychczasowym systemie i daruj sobie testowania nowinek technicznych, kosztem swoich nerwów i pieniędzy, a jeśli koniecznie chcesz czegoś nowego, to naucz się np. obsługi Twittera i obserwuj moje konto na nim: https://twitter.com/OszczedzanieBiz – oczywiście poniżej w komentarzach możesz też napisać o swoich perypetiach z nieszczęsnym Windowsem 10 😉

Używany laptop? Wcale nie gorszy!

Szukając dla siebie samochodu, większość z nas zacznie przeglądać ogłoszenia aukcyjne, a nie będzie zaglądać do salonów samochodowych. Z reguły w zdaniu „kupiłem nowy samochód” przemilczane jest jeszcze słowo „używany”. Nie widzimy w tym nic zdrożnego. Przecież lepiej jeździć kilkuletnim, używanym BMW serii 3, niż jeździć nowiuteńką Pandą, prawda? Bo wyższy komfort, bo większy prestiż, po mniejsza awaryjności, bo to coś więcej niż prosty samochód dla ludu.

Szukając dla siebie sprzętu elektronicznego, większość z nas uda się jednak do sklepu po nowy sprzęt. Trudno jest być zupełnie obojętnym na te kolorowe reklamy, stosunkowo niskie ceny i ładnie się prezentujące laptopy. I ten zapach nowości, też go tak lubicie? Jeśli jednak spróbujemy spojrzeć na zakup sprzętu komputerowego z dalszej nieco perspektywy, popatrzeć na sprawę bardziej racjonalnie, okaże się, że…

w tej samej cenie można kupić używany komputer naprawdę wysokiej klasy. Czytelnicy tego bloga zapewne są świadomi tzw. planowanego postarzania przedmiotów. Dziś kupiony sprzęt, będzie bezawaryjny tylko do końca umowy gwarancyjnej, później może być różnie. Z reguły mniej niż bardziej wesoło. Pytanie tylko czy to plus, czy jednak minus planowania zakupu używanego sprzętu?

Jak bym powiedziała, że plus. Pod warunkiem, że kupujemy sprzęt 3-4 letni. Topowe modele z tamtego okresu przewyższają swoimi możliwościami i specyfikacją techniczną sprzęt, który możemy dzisiaj dostać w cenie około 1200 złotych. Modele klasy premium, w większości branż, oznaczają wyższą jakość, a przede wszystkim większą trwałość. Jeśli nie jesteście zapalonymi graczami, warto skierować swój wzorku na modele przeznaczone dla businessu. Może nie będą zachwycać designem, może nie będzie na nich można odpalić najnowszej gry, jednak patrząc po tym, jak większość z nas korzysta z komputera, mogę stwierdzić, że ich możliwości będą wystarczające. Bardzo często nawet zostanie pewien, z reguły niemały, zapas mocy obliczeniowej.

Piszę to wszystko z zakupionego parę lat temu właśnie takiego laptopa. Działa po dziś dzień i nic (może poza wyglądem retro – ale co, kto lubi) nie mogę mu zarzucić.

Autorka O.

Nowy zestaw komputerowy autora bloga

Hej, właśnie piszę do Was z zupełnie nowego komputera i nawiązując co wielu dyskusji na temat co uważam za bardziej praktyczne i minimalistyczne rozwiązanie sprzętowe, a co niezbyt, pokażę dziś Wam swoje na nowo urządzone biurko w domu.

Na fotce widzicie aluminiowo-kompozytowe pudełko, jest to komputer stacjonarny, tyle, że w wersji miniPC. Bezprzewodowa klawiatura i mysz była w zestawie. Sprzęt kosztował mnie po przecenie 1200 zł, natomiast normalnie cena dobija 1800-2100 zł, oczywiście jak widać warto nie gorączkować się, nie kupować emocjonalnie i szukać okazji, obserwowałem sobie to pudełko już jakiś czas i czekałem jak cena w pobliskim sklepie spadnie.

Parametry to procesor i3, 4GB RAM, 500 GB HDD, grafika zintegrowana, Windows 8.1 – słowem, popularna konfiguracja laptopowa w sprzętach za ok 2000 zł, choć w sumie nie na tym chciałbym się skupiać. Nie potrzebuję najnowszej generacji procesora, a sprzęt dodatkowo przyśpieszę w przyszłości jakimś Linuksem i pewnie dyskiem SSD…

Bardziej interesujący będzie wydźwięk praktyczny.

Zestaw zabiera mało miejsca, nie ma dużego pudła PC, nie ma zbyt wielu kabli, głośniki o podstawowych parametrach są wbudowane w miniPCta. Obok dla porównania macie dekoder satelitarny (mam w monitorze tuner TV i czasem odpalę sobie jakiś National Geographic). Duży monitor, kilkuletni z matową matrycą (ostatnio wkurzają mnie matryce-lustra – was też?). Jak widzicie odpowiada mi kolor czarny elektroniki użytkowej – dobrze na nim widać brud i kurz – co motywuje do utrzymania czystości.

To w zasadzie wszystko – jeśli kogoś ciekawi. co jak i dlaczego – proszę pisać 😉

Na fotce zakryłem markę sprzętu, producenci z branży IT to zbyt tłuste misie, by robić im reklamę za friko 😉 a blogerzy z czegoś muszą mieć na hosting i domenę 😉

 

Netscape! Czy pamiętacie tę przeglądarkę internetową? Czy wiecie że…

…nasza niegdysiejsza podstawowa przeglądarka jest cały czas dostępna, supportowana i radzi sobie całkiem nieźle?! Zanim jednak zdradzę kilka faktów o mało znanej w Polsce kontynuacji Netscape’a trochę historii.

Jeszcze w szeroko pojętych okolicach roku 2000 oraz wcześniej Netscape Navigator był moją podstawową przeglądarką internetową. Za nim poszedł Internet Explorer domyślnie dołączany do systemu operacyjnego Windows, co trochę zabiło IMHO lepszego technologicznie Netscape’a. Kod Netscape’a w 100% przeszedł do Mozilli, która zaczęła wydawać pakiet Mozilla Suite, wówczas używany głównie przez starą, zatwardziałą gwardię Netscape’owców. Potrzeby rynku, marketing i trendy zadecydowały jednak o tym, że z kodu Mozilli wydzielono wówczas lekką przeglądarkę Firefox, której dalsza historię już znacie (poniekąd używając Firefoksa używasz dalekiego potomka Netscape’a). Klasyczny pakiet poszedł w odstawkę, (w międzyczasie była próba reaktywacji marki przez AOL), aczkolwiek po chwili powrócił pod nową nazwą Seamonkey (a właściwie nie nową, bo to dawna nazwa kodowa Netscape Navigator).

Seamonkey jest cały czas dostępny do pobrania na stronie: http://www.seamonkey-project.org/ i to w dość aktualnej polskiej wersji (bo na chwile pisania posta – z 4 grudnia 2014).

Tak, moi drodzy, Netscape Navigator dalej jest dostępny, dalej działa i rozwija się całkiem dobrze choć pod nową nazwą (powody licencyjne), jest nieco surowy i odmienny od współczesnych przeglądarek (choć na zdjęciach zobaczycie lekko zmieniony przeze mnie wystrój, zarówno modern jak i classic), ale działa szybko, bez zarzutu i ja cały czas go używam, jako jednej z kluczowych przeglądarek.

Na zrzucie ekranu jeden z moich odświeżonych blogów, czyli Zarabianie Pieniędzy.

Co Wy na to?

Dropss – nowe spojrzenie na usługi internetowe.

Korzystając z usług Internetu stacjonarnego, często jesteśmy zmuszeni do ponoszenia innych opłat pozą tą za dostęp do Sieci. Płacimy za utrzymanie łączą i/lub za telefon stacjonarny. W związku iązku z tym kwota „za Internet” rośnie, w przypadku klientów Orange aż o 29,24 złotych miesięczne (czyli ponad 700 zł przy umowie na 2 lata) – tyle bowiem wynosi opłata za utrzymanie łącza. Oprócz kosztów dodatkowych standardem w tego rodzaju usługach jest obowiązek podpisania umowy na co najmniej 12 miesięcy, a przy bardziej korzystnych warunkach często jest to umowa na dwa lata. Biorąc pod uwagę, w jakim tempie rozwija się dzisiaj ta branża, jak z roku na roku podnosi się maksymalna przepustowość łącza, można szybko dość do prostego wniosku – taki okres to wieczność, jeżeli chodzi o usługi internetowe. O ile w dużych miastach, można znaleźć alternatywne firmy świadczące takie usługi, o tyle w mniejszych miejscowościach poza ofertą firmy Orange nie ma już nic. Właściwie to nie było. Bowiem dwudziestego dziewiątego lipca na polskim rynku pojawił się Dropss.

Brak ukrytych opłat, brak umowy terminowej, Internet dostępny na łączach Orange Polska (dawniej TP S.A), brak limitu transferu danych – brzmi jak utopia, prawda?

Netia pod marką Dropss postanowiła wcielić tę koncepcję w rzeczywistość.

Jeżeli więc jesteś obecnym klientem Orange (dawniej TP S.A.) – posiadasz Neostradę albo telefon stacjonarny, ta oferta jest stworzona właśnie dla Ciebie. Wybierając Dropssa, możesz niemało zaoszczędzić. W sieci Orange miesięczne koszty za Internet wynoszą 98,24 złotych w przypadku prędkości 20Mb/s albo 78,24 złotych w przypadku 10Mb/s. Będąc nowym klientem Dropssa, za Internet 20Mb/s będziesz płacił o 50% procent mniej, bo tylko 49 złotych miesięcznie. Oszczędności płynące ze zmiany operatora internetowego są wobec tego spore. Nawet jeżeli doliczysz jednorazową opłatę aktywacyjną w wysokości 49 złotych, w ciągu roku w portfelu zostanie Ci aż 539 złotych. Różnica w kosztach jest na tyle duża, że warto zastanowić się, czy nie bardziej opłacalne byłoby wcześniejsze zerwanie umowy z Orange, zapłacenie stosownej kary i przejście do Dropssa.

Tych, którzy żywią antypatię do marki Netia, z pewnością ucieszy fakt, że Dropss jest marką niezależną.

Reasumując, jeżeli szukasz rozsądnej oferty na Internet stacjonarny albo jesteś niezadowolony z usług Orange, nie chcesz wiązać się długoterminową umową, a przy tym chcesz mieć nieograniczony transfer, zainteresuj się ofertą marki Dropss. To „czysty internet”, nie zaskoczy Cię wysokość dodatkowych opłat, bo takich nie ma, ani tym bardziej wysokość kary za wcześniejsze zerwanie umowy, bo umowa spisywana jest na czas nieokreślony.

 

Exit mobile version