Kobieta na zakupach kontra facet na zakupach

Wczoraj pisałem o tym, że nie lubię Ikei, między innymi dlatego, że wymusza ona na kliencie nielubiane przeze mnie zachowanie. Czy jest proste rozwiązanie? Tak. Nie lubisz – nie kupuj. W praktyce jednak co zrobić kiedy twoja „druga połowa” akurat sobie wymarzyła dzbanek z Ikei, a ty masz akurat chęć odegrać rolę dobrego mężusia… pozostaje zacisnąć zęby i wejść w to konsumenckie piekło labiryntu Ikei.

Zasadniczo bowiem męski sposób robienia zakupów znacznie różni się od sposobu kobiecego, co pokazuje ten schemat „pożyczony” z jednego niemieckiego bloga.

W przypadku marketu, niebieska – męska ścieżka to najczęściej droga do działu z piwem, po drodze prasa, stojak z kabanosami i do widzenia. Kobieta ma tendencje przeryć wszystko, jak dzika świnka poszukująca smakowitych żołędzi w dębowym zagajniku.

Śmiem także twierdzić, że kobiecy sposób pracy biurowej różni się od męskiego. Facet się bardziej skupia na sobie i na zadaniu. Drogie Panie także dobrze wykonują swoją pracę, jednak one nadają się bardziej do „ołpen spejsa”, gdzie można rozładować napięcie między trudnymi zadaniami trajkocząc i peplając z „psiapsiółkami” z pracy, aczkolwiek uwaga, te koleżanki z pracy to rzadko kiedy prawdziwe przyjaciółki. Kobiety to zaciekłe, twarde i wytrawne wojowniczki biznesu i niech to tylko taka koleżanka z biura wejdzie w drogę to… ho… ho…

Przeczytaj też:

Koncentracja, skupienie na pracy – moja biurowa historia

 

Exit mobile version