Dwa dolary – Hong Kong

Dziś chcialbym Wam pokazać monetę dwudolarową z Hong Kongu, którą pokazał mi Klient.  Nie jest to wpis planowany a zdjęcia nie są specjalnie obrabiane  – to coś co pojawia się tu i teraz, co uważam za fajną ciekawostkę – wartą pokazania.

Może warto pomyśleć nad jakimś lepszym sposobem fotografowania takich niespodzianek? Pomyślę o tym – tymczasem…

Zobaczcie:

Druga strona monety:

Prawda, że dość nietypowa moneta?

Czy Facebook szpieguje nasze rozmowy? Mecz siatkówki Cuprum Lubin

Ostatnio na blogu publicystycznym „Oszczędzanie” przewinęła się dość ciężka dyskusja o kibicach i „kibolach” futbolowych… Któryś z kolegów z mojego miasta czytając tę ciężką rozmowę polecił. „Remigiusz – idź sobie do nowej hali RCS w Lubinie na mecz siatkówki. Tam jest kultura. W siatkówce nie ma problemu tzw. kiboli, nie ma wyzwisk na meczach, nie ma wulgarnych przyśpiewek”. To fajna rodzinna rozgrywka, do tego nasza lokalna drużyna Cuprum Lubin jest w 1 lidze, co jest w siatce odpowiednikiem piłkarskiej ekstraklasy i rozrywka jest na najwyższym poziomie.

Poszedłem z dzieckiem, zapłaciłem 15 zł za bilety (dobra cena jak na warunki i poziom widowiska), rzeczywiście, znajomy miał 100% racji. Pełen profesjonalizm zarówno organizatora jak i drużyny. Rewelacyjna oprawa kibicowska przy pełnej kulturze, której oczekuję po profesjonalnym widowisku. Już wiem, że to nie mój pierwszy mecz.

Ciekawą kwestią jest jednak to, że do dzisiaj o tym powiedziałem tylko jednej osobie na czacie FB – w 100% prywatnej konwersacji. FB natychmiast zareagował na to, podsuwając mi odpowiednie treści, a na jednym z komputerów, gdzie nie blokuję reklam AdBlockiem, zaczęły się natychmiast pojawiać reklamy związane z siatkówką. Wniosek: automat FB szpieguje i analizuje nawet nasze zupełnie prywatne rozmowy na czacie – to jest jedyne wytłumaczenie nagłej zmiany zachowania się mojego profilu FB. Jeszcze jeden argument na ograniczenie mojego Facebooka.

 

Tylko 50km nowych dróg w Polsce w roku 2015

Drodzy kierowcy, dużym zawodem może być dla Was fakt, iż w 2015 roku powstanie tylko nieco ponad 50 km nowych dróg. Mowa tutaj o drogach krajowych, ekspresowych i autostradach. Tylko tyle zadeklarowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, podkreślając jednocześnie, że przyspieszenie oddawania dróg do użytku nastąpi w kolejnych latach.

Dlaczego? Otóż przez najbliższe 12 miesięcy trwać będą przede wszystkim planowania przetargów i inwestycji. Na dany moment stwierdza się, iż prace i postępowania przetargowe trwają na ok. 1,5 tys km dróg. Na wielu odcinkach odbywać się będą postępowania prowadzące do jak najszybszego wyłonienia wykonawcy i wreszcie – realizacji budowy.

Mówiąc o najważniejszych inwestycjach nie można zapomnieć o dokończeniu autostrady A4 na odcinku pomiędzy Rzeszowem a Jarosławiem czy odcinku autostrady A1 ze Strykowa do Tuszyna. Pierwszy projekt jest priorytetem ze względu na dopełnienie całkowitego autostradowego połączenia od wschodniej do zachodniej granicy naszego kraju. Drugi zaś wprowadzi niemałe ułatwienie dla podróżujących samochodami z np. z Wrocławia do Warszawy.

Na tym prace się nie kończą. W trakcie trwania roboty przy obwodnicach miast – m. in. Wielunia czy Bełchatowa. Budowane są również kolejne fragmenty dróg ekspresowych S3 i S5. Jeśli chodzi o postępowania przetargowe, takowe prowadzone są głównie na Pomorzu Zachodnim – odcinek drogi S6 (połączenie Koszalina ze Szczecinem), autostrada A1, która w połączeniu z drogą krajową nr 1 stanie się pełnym połączeniem od Trójmiasta aż do samych Czech. Jan Krynicki.

Rzecznik prasowy GDDKiA akcentuje fakt, iż lista odcinków jest o wiele dłuższa. Głównym celem jest połączenie trzech istniejących autostrad z drogami ekspresowymi w sposób, który zapewni szybki, bezpieczny i wygodny dojazd do jak największej liczby miast w całej Polsce. A co Wy sądzicie na ten temat? Czy prace idą w dobrym kierunku czy może to kolejne puste obietnice a drogowcy jeszcze długo będą musieli czekać na faktyczną zmianę na lepsze?

Jak zarządzać pieniędzmi w podróży

Niedawno na blogu „Oszczędzanie” publikowałem wpis gościnny Koleżanki Kasi, dawnej rezydentki na Krecie, który opisywał niuanse wyboru dobrego hotelu w Grecji. W tej chwili jestem ponadto w trakcie przeglądania i wyboru ofert typu First Minute, ponieważ kolejne wakacje także zamierzam spędzić na południu Europy.

Dlaczego południe? Pracuję dużo, chcę całkowitej odskoczni od polskiej rzeczywistości, chcę ludzi naokoło „nadających na nieco innych falach”, chcę także gwarancji słonecznej pogody, której nie będę miał nad Bałtykiem…

Pieniądze

Wyjazd zagraniczny jednak kosztuje i chcąc spokojnie i komfortowo spędzić czas za granicą warto przygotować się, a na miejscu dobrze zarządzać naszymi pieniędzmi.

Jadąc za granicę staram się wziąć gotówkę, chociaż korzystanie z kart płatniczych jest w większości wakacyjnych miejsc standardem. Dlaczego gotówkę? Fizyczne pieniądze pozwalają mi lepiej kontrolować i planować moje wydatki, są także najbardziej płynnym i elastycznym środkiem płatności.

Karta płatnicza

Nie wszędzie i nie w każdej sytuacji zapłacisz kartą, system kart może w danych okolicznościach nie działać, mogą wystąpić problemy na linii operator transakcji – bank, czego już sam doświadczyłem podczas jednego z urlopów w Grecji. Problem udało się rozwiązać, jednak przez pewien czas byłem zdany jedynie na posiadaną gotówkę.

Jakoś nie dziwią mnie także kolejki pod bankomatami w turystycznych miejscowościach na południu. Czy to nie zastanawia w dobie elektronicznego pieniądza? Jednak gotówka to jest to… nieprawdaż?

Bezpieczeństwo

Zarówno posiadane karty płatnicze jak i gotówkę warto chronić. W przypadku przelotu i podróży warto aby gotówka była w kilku miejscach, najlepiej „blisko ciała”. Specjalne pasy do przewozu gotówki oraz tzw. paszportówka? Wydaje się, że dobry pomysł (unikaj jednak przechowywania gotówki i kart w bagażu). Nie trzymałbym znacznej ilości gotówki w portfelu ani wszystkich kart w portfelu.

Plan wydatków

Gotówka którą posiadam jest rozplanowana na kolejne dni urlopu na podstawowe potrzeby (żywność), podstawowy pakiet atrakcji, różne opłaty, koszta wycieczek fakultatywnych lub organizowanych samodzielnie. Nawet jeśli jestem pewien, że w czasie wyjazdu będę mógł korzystać z karty nie szaleje z wydatkami. Na wakacjach łatwo o euforię, podejmowanie emocjonalnych decyzji, chęć zaszpanowania przed współurlopowiczami, „rzucenia się” na jakiś irracjonalny drogi zakup… W żadnym wypadku „nie skąpię” na urlopie, ale staram się unikać syndromu „króla życia” i ponadprzeciętnie szaleć z wydatkami…

Sytuacje awaryjne…

…się jednak zdarzają. Kradzieże, nieprzewidziane nagłe wydatki, choćby te związane ze zdrowiem. Pomyłki w naszym starannie przygotowanym planie finansowym na wakacje, czy jak wspomniałem problemy z kartą, sprawiają, że warto przed urlopem zabezpieczyć się jakoś przed ewentualnymi problemami. Dobrze jest przed wyjazdem poinformować o tym rodzinę i bliskich znajomych, umówić się jakoś i w razie „W” móc razem skorzystać z firmy oferującej międzynarodowe przekazy pieniężne. Podstawowa rzecz to postarać się wziąć więcej niż jedną kartę płatniczą jeśli jedziecie we dwoje upewnić się, że dysponujecie odpowiednim limitem na karcie oraz/lub metodą na jego zwiększenie.

Podsumowując

Planujmy, po pierwsze planujmy – wydawajmy gotówkę harmonijnie. Unikajmy emocjonalnych wydatków – nie grajmy „królów życia”. Zabezpieczmy się na wypadek nieprzewidzianych sytuacji, informując o naszych planach rodzinę oraz zabezpieczając sobie limity na kartach… Udanego urlopu!

Brazylijskie banknoty oraz wynalazek autora

Przyzwyczaiłem Was do codziennych newsów na oszczedzanie.biz tymczasem nie zawsze jest to wykonalne. Ostatnio dużo pracuję w necie i nawet u rodziny pod miastem starałem się skrobnąć to i owo. Ponieważ internet na wsi nie jest sprawą tak oczywistą, by złapać zasięg znanej sieci komórkowej musiałem wykazać się inwencją. Fotel bujany, kij od mopa, antenka GSM  i net jako tako działa. Na tyle stabilnie, że można kontynuować pracę.

Co do tytułowych banknotów to już je wklejam. Kolega – finansista pokazał mi fajny banknot w swojej kolekcji.

Brazylijski real.

Oczywiście jako blogera mnie to bardzo ciekawi, choć bardziej mnie ciekawi to jak odbieracie nowy eksperymentalny układ graficzny bloga. Czy się Wam podoba? Czy jest czytelny na waszych urządzeniach mobilnych? Wolicie klasyczny temat graficzny, czy ten nowy? Piszcie w komentarzach i na priva. Pozdrawiam.

Segregacja odpadów. Identyfikacja oraz groźba donosu sąsiada?

Problem segregacji śmieci jest w naszym kraju obecny nie od dziś. W niektórych rejonach władze miast dążą do wprowadzenia w życie przymusowego oznaczania przez mieszkańców domów jednorodzinnych ich worków z odpadami. Obecnie mówi się głównie o Poznaniu, ale również w Opolu czy Olsztynie w nieco innej formie urzędnicy będą mogli mieć „wgląd” w śmieci mieszkańców.

Poznaniaków czeka umieszczanie indywidualnego dla każdego domostwa kodu kreskowego na workach wraz z adresem, Opolan kontenery z zainstalowanymi czipami, natomiast mieszkańców Olsztyna – możliwość uprzejmego doniesienia na sąsiada, który nie trudzi się segregacją, poprzez specjalną aplikację dostępną w telefonie. Wyżej wymienieni stanowczo sprzeciwiają się takim działaniom. Zdecydowana większość uznaje to za pogwałcenie prywatności, co oczywiście nie jest pozbawione sensu biorąc pod uwagę dość intymny aspekt całej sytuacji. Mieszkańcy mają prawo czuć wstyd bądź zażenowanie, w końcu nie jest to coś naturalnego czy wcześniej praktykowanego. Walerian Ignasiak ze Związku Międzygminnego „Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej” uspokaja i podkreśla, że chodzi tylko o dopilnowanie, by mieszkańcy domów jednorodzinnych wywiązywali się z deklaracji o segregowaniu odpadów, dzięki której to cena za wywóz śmieci jest znacząco niższa.

Czy jednak te konkretne rozwiązania faktycznie są rozsądne? Utrzymanie porządku wydaje się być tutaj kluczową kwestią nawet za cenę poczucia bezpieczeństwa obywateli. Sprawa jest kontrowersyjna i już wywołała wiele dyskusji, choć na razie dotyczy tylko trzech wspomnianych miast. Głównym problemem zdaje się być nadmierna ingerencja władz w życie przeciętego obywatela.

Gdzie leży granica dobrego smaku i czy powinniśmy godzić się na takie regulacje?

Konkurs „Futures Masters”. Czy wiesz czym są kontrakty terminowe?

Chcąc przystąpić do konkursu „Futures Masters” warto poświęcić chwilę na zaznajomienie się z pojęciem giełdowych kontraktów terminowych. Nie są one bowiem dobrze znane w środowiskach nieekonomicznych. Czym zatem jest kontrakt terminowy?

Z pewnością jest to rodzaj transakcji finansowej, lecz tym, co go wyróżnia jest fakt, że to umowy są przedmiotami obrotu a nie, jak w innych przypadkach, przedmioty fizyczne czy papiery wartościowe. Do tego grona zaliczane są Futures, Forward oraz FRA. Skupimy się teraz jednak na pierwszej pozycji.

Futures to instrument finansowy. Jest to typ transakcji pochodnej, w której umowa pomiędzy dwoma stronami – sprzedającym/kupującym a giełdą/izbą rozliczeniową – określa zobowiązanie stony pierwszej do sprzedaży bądź kupna określonego instrumentu bazowego, za ustaloną cenę i w sprecyzowanym terminie. Nazwa „futures” wzięła się od ceny po której strony przeprowadzą w przyszłości transakcję, mianowicie z ang. Futures price – cena terminowa.

Czym charakteryzuje się ten rodzaj transakcji? Przede wszystkim, co ważne, ryzyko kredytowe jest tutaj minimalne. Jest to spowodowane utrzymywaniem przez strony transakcji depozytów zabezpieczających. Jest to niesamowicie ważne by kwota zabezpieczenia znajdowała się powyżej uzgodnionego minimum, bądź była jak najszybciej uzupełniona przez inwestora w przypadku spadku poniżej tegoż minimum. W przeciwnym razie pozycja zostanie zamknięta. Co więcej, futures są standaryzowane. Oznacza to, że negocjowana jest tylko cena, podczas gdy inne aspekty jak np. termin wykonania kontarktu są ustalone.

Jeśli chodzi o rozliczenie transakcji futures to dzieje się to z pozycji długiej lub krótkiej.

Zaczynając od pozycji długiej – w dniu rozliczenia następuje zapłata oraz przyjęcie instrumentu bazowego, przypominamy, po cenie uzgodnionej wcześniej. Zamknięcie pozycji długiej polega na zawarciu odwrotnej transakcji, to jest sprzedaży tej samej liczby kontraktów. Tutaj nabywca liczy na to, że cena instrumentu bazowego w przyszłości będzie wyższa. Zrealizuje zysk kupując po niższej cenie wynikającej z kontraktu a sprzedając drożej na rynku kasowym. Oczywiście w odwrotnym przypadku nabywca długiej pozycji pozostanie stratny.

Pozycja krótka – zobowiązanie do dostarczenia instrumentu bazowego w dniu rozliczenia po cenie wcześniej ustalonej. Zamknięcie pozycji krótkiej zupełnie odwrotnie do długiej polega na kupnie tej samej ilości kontraktów. Sprzedawca kontraktu ma nadzieję na spadek ceny instrumentu bazowego w przyszłości. Gdy cena na rynku jest niższa od tej w kontrakcie – sprzedawca zarobi na sfinalizowaniu umowy sprzedając instrument bazowy za większą cenę. Straty poniesie w przypadku gdy cena na rynku będzie większa od tej kontraktowej.

Patrząc wstecz okazuje się, że kontarkty terminowe mają swój początek już za czasów handlu płodami rolnymi bądź surowcami. Nieprzewidywalność cen powodowana wieloma czynnikami (choćby nieurodzajem) była dużym problemem. Zdecydowano, że należy w jakiś sposób zmniejszyć, jeśli nie całkiem zlikwidować to ryzyko. Rozwiązanie było bardzo proste – dwie strony umawiające się na kupno/sprzedaż towaru po pewnej cenie jeszcze przed transakcją. Strona, która zyskała na zmianie ceny niejako poświęca swój zysk na rekompensatę strat kontrahenta. Tym sposobem, niezależnie od wahań na rynku sytuacja jest pewna dla obojga.

Podstawy mamy już za sobą. Zastanawiasz się jeszcze?! Czym prędzej zapoznaj się z ogłoszeniem, odbierz wirtualne 50 tys. zł i sprawdź się jako inwestor – kliknij poniżej:

Konkurs „Futures Masters” – sprawdź się lub przeżyj nową przygodę!

 

Exit mobile version