Inwestycja… w siebie? Inwestycja w trening i zdrowie.

W weekend opublikowałem na blogu głównym wpis w formie mp3 o tym jak widzę swoją emeryturę w przyszłości. Mówiłem tam o rożnego typu inwestycjach, także takich, które zmieniają, wpływają znacząco na nasz styl życia. (Inwestycja w nieruchomości turystyczne, współprowadzenie takiego interesu na lata emerytury). Wpis z uwagi na rotację audycji szybko zszedł do archiwum podcastu, ale możecie go odsłuchać tutaj:

Przyszła emerytura. Jak oszczędzać na emeryturę. MP3

Prowadząc blogi – także dotyczące mojego drugiego hobby – sportu spotykam non stop ciekawych ludzi, którzy mają swoje pasje i sposób na życie. Ostatnio rozmawiałem trochę z Wojtkiem, który zmotywował mnie, by po moich niedawnych kłopotach zdrowotnych (kręgosłup) ostrożnie wrócić na trening. Co jak co inwestycja w siebie i we własne zdrowie, jest jedna z najlepszych inwestycji.

Zapraszam na kilka fotek kolegi, który jest właścicielem strony Trener Personalny Lubin i jak sama nazwa mówi, zaprzyjaźnionym trenerem.

 

To się nazywa wytrwałość i „inwestowanie” w siebie! Dieta, reżim treningowy, prawdziwa pasja. Po naszym wczorajszym spotkaniu zdecydowalem się powoli powrocić do treningów! Z oczywistych względów nie będzie to tak forsowny trening jak u kolegi, ale z dnia na dzień fizycznie czuję się coraz lepiej i to jest najwyższy czas, aby się znów rozkręcić!

A jak jest u Was? Kiedy zaczynacie gubić brzuchy rozpasane letnimi imprezami i grillami?

6 komentarzy do “Inwestycja… w siebie? Inwestycja w trening i zdrowie.”

  1. Jakoś (nie wiem jak) wyszło, że od kwietnia zgubiłem 13 kg…
    Może to przez duży ogród i wiecej niż zwykle rowera między nogami tudzeż nóg w butach, a nie d… na fotelu samochodowym?
    Ze sportów to moze odobinkę kalisteniki na codzień i (z rzadka w tym roku niestety) kajaczka…
    Zasadniczo szkoda mi czasu na typową „aktywność sportową”, wszystko robię „przy okazji”…

      1. Nic szczególnego, a z pewnością nie usystematyzwanego…
        Odrobiunę inspiracji slow-carb 🙂
        Ograniczenie (ale nie całkowita eliminacja) „szybkich” węglowodanów (również tych z owoców) na rzecz białka, trzy posiłki dziennie (ostatni tuż przed snem, bo nie umiem zasypiać „na ssaniu”), raz w tygodniu pełen luz od diety i dużo więcej ruchu.

  2. Ja nadal trenuję w domu, chodzenie na siłownię przy mojej nieregularnej pracy się nie sprawdziło, wytrwałam tylko dwa treningi, dwa pozostałe opłacone w tym spotkanie z trenerem mi przepadły.
    W efekcie wzięłam się za siebie i trenuję na bazie tych różnych programów treningowych dostępnych w sieci, a jest tego naprawdę wiele.
    Efekty są, ćwiczenia mnie wzmacniają.
    Poza tym do sklepu – na rowerku albo na piechotkę, prawie wcale samochodem. 🙂
    Mam nadzieję, że forma powoli będzie mi się poprawiać.
    Miałam też kontuzję we wrześniu ubiegłego roku, z której wydobywałam się powolną rehabilitacją i ćwiczeniami. Na szczęście po ok. 4 miesiącach mogłam delikatnie wrócić do ćwiczeń, czego i Tobie życzę!

    1. dzięki, swojego czasu w równie niesprzyjającej sytuacji opanowałem do mistrzostwa wykrajanie sobie czasu choćby na godzinny trening, albo chociaż na 40 minutową sesję na rowerze stacjonarnym – to oczywiście jest za mało – ale na przetrwanie sytuacji kryzysowej w treningu pomagało

      no oczywiście kontuzja to inna historia, tu nie ma mocnych

  3. Ja gram regularnie ze znajomymi w piłkę 😛 Rezerwujemy sobie czasami nawet boisko 😛 Lubię sporty zespołowe, chociaż mistrzem nigdy nie byłem, gorzej mi się ćwiczy samemu…Nawet do regularnych ćwiczeń w domu potrzebuję motywacji od kuzyna, który się ze mnie śmieje, jeśli znowu opuszczę trening. Trudne jest dbanie o kondycję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Oblicz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Exit mobile version