Czy bojkot konsumencki ma sens?

Kilka razy brałem udział i pomagałem nagłaśniać tzw. bojkoty konsumenckie, z czego ostatnim jest bojkot wódki Żytniej związany ze skandalem lubińskim. Nie wdając się już w szczegóły ostatniej sprawy uważam, że warto poświęcić chwile koronnemu argumentowi przeciwników bojkotów, a rozumują oni tak.

1. Marka/firma chcąc rozreklamować produkt używa jakiejś skandalicznej reklamy, krzywdzącej wielu ludzi. Robi się afera.

2. Narasta ogólnokrajowe oburzenie, ludzie rzucają hejtami w internecie, portale informacyjne piszą o skandalu, we wiadomościach TV słyszymy oburzonych.

3. Reklamę się zdejmuje z obiegu, firma w zależności od rozwoju sytuacji przeprasza, lub nie. Ponosi ewentualne konsekwencje sądowe, lub najczęściej nie – ponieważ  w swoim skandalizowaniu marketingowcy wiedzą do czego się mogą posunąć, do czego nie – (np. niepisany kodeks mówi, że nie wolno obrażać Żydów, reklamować się z elementami nazistowskimi czy nawiązywać do holokaustu)

4. Kurz bitewny opada – firma płaci rachunek za skandal, ale efekt został osiągnięty – o marce, o które wcześniej nikt nie myślał mówi cała Polska. Rozgłos jest za darmo.

5. Jakiś czas po reklamie przeciętny człowiek zapomina o skandalu, ale w jego głowie pozostaje obraz i logo produktu… o to ten co była jakaś afera, ale kupię jednak, bo jest taniej… w promocji. Zatem wszelki rozgłos nie ma sensu, bo jedynie pomaga firmie osiągnąć cel.

I w zasadzie we wszystkich punktach przeciwnicy rozdmuchiwania spraw i bojkotów konsumenckich mają dużo racji. Czy oznacza to, że internauci, którzy przyłączają się do oburzenia bojkotu są jedynie sprowadzenie do roli tzw. pożytecznych idiotów?

Nie! Już wyjaśniam dlaczego.

Otóż nie ma żadnej obiektywnej możliwości powstrzymania kontrowersji lub skandalu raz puszczonego „w obieg”, ludzka natura jest taka, że uwaga będzie koncentrować się na tym co złe – np. na skandalicznym wykorzystaniu zdjęcia umierającego dziecka przez Fakt, gazetę polskojęzyczną niemieckiego koncernu Axel Springer, szumu, głosów oburzenia, mruczenia i skandalu nie da się zatrzymać.

Tylko ten cały negatywny szum ma charakter chaotyczny, on się rozwiewa bez żadnych konsekwencji…

Przystępując do konsekwentnego bojkotu produktu reklamowanego w sposób niegodziwy, czy to będzie gazeta, czy mocny trunek, wzywając ludzi do konkretnej akcji, do konkretnego działania, głośnym NIE KUPUJ TEGO PRODUKTU, krzyżujemy w jakimś stopniu plany marketingowcom.

Powtarzam konsekwentnie: Oni liczyli tylko na prosty schemat: SKANDAL –> EMOCJE –> OPADNIĘCIE EMOCJI –> ZAKODOWANIE MARKI W PODŚWIADOMOŚCI

To się po prostu miało „pogotować” i jak najszybciej rozwiać…

Jednak my, świadomi konsumenci, organizując bojkoty psujemy im szyki bo zmieniamy u pewnego procenta ludzi schemat na: SKANDAL –> EMOCJE –> WEZWANIE DO DZIAŁANIA –> ZAKODOWANIE ZŁEGO WIZERUNKU MARKI W ŚWIADOMOŚCI

Działanie jest zawsze lepsze od biernego poddawania się.

…a na koniec tego ciężkiego tematu odrobina humoru:

volvo

 Mistrzowska riposta!