„Złodzieje pieniędzy” podczas podróży

Nie raz i nie dwa rozmawialiśmy na temat, ale mam ochotę znów napisać o „złodziejach pieniędzy” podczas podróży, a nawet niekoniecznie podczas dłuższej podróży, ale przejażdżki po okolicy i wizyty na pobliskiej stacji benzynowej z okazji zakazu pracy handlowców w niedzielę

Kawa na stacji. Z reguły nic specjalnego jakościowo, a sprzedawcy mają obowiązek proponować kawkę, hot doga czy płyn do spryskiwaczy każdemu klientowi. O tej reszcie za chwilę, ale ludzie drodzy…. proszę sobie kupić termos, koniecznie z wkładem szklanym i na przejażdżkę brać własną dobrą kawę. 2-3 kawy i się zwróci zakup termosu, a potem to już czysty zysk. Ostatnio na stacji za dużą płaciłem za kawę 7 czy 8  zł. Wyjątkowo, bo była dłuższa jazda, a własna kawa się skończyła. Czasami można i nawet trzeba, ale tak regularnie to jest lekkie wariactwo, płacić tyle za nic specjalnego, dosłownie.

Hot-dog. Parówka z marketu (widzę co wrzucają) podgrzewana na podgrzewaczu i przypieczona w tosterze bułka. Do tego tani keczup z syropu glukozowego i chemicznych aromatów.  Parówka – często najgorsze mięso. Wydatek 6-8 zł. Czy naprawdę zatraciliśmy umiejętności zrobienia sobie zdrowej kanapki? Ile kosztuje 1 kanapka zrobiona w domu przed wyjazdem?

Płyn do spryskiwaczy. Jak to jest, że (funkcjonalnie) ten sam płyn, który w markecie kosztuje koło 10 zł na stacji kosztuje nawet powyżej 30 zł, to trochę takie sprytne żerowanie na zapominalskich. Nieprawdaż…

Ok… musiałem sobie dzisiaj ponarzekać. Mamy kolejną niedzielę prohibicyjną, gdzie wielu z nas będzie zmuszonych do droższych zakupów na stacji paliw. Czy ponarzekasz ze mną i wskażesz kolejne zjadacze pieniędzy na trasie i na stacji?