Zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych.

Dziś ze znajomym dyskutowałem sobie o fakcie takim, jak proponowany zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych.

Przeciwko temu zakazowi są różne argumenty – pierwszy to argument o wolności prowadzenia działalności gospodarczej zbijany zaraz przez fakt, że alkohol w naszym kraju nie jest sprzedawany na zasadzie „wolności gospodarczej” – to ściśle koncesjonowana sprzedaż (na zasadzie wydawanych zezwoleń).

Drugi argument – to argument, że benzyna byłaby wtedy droższa – jednak w praktyce marża jest uzależniona od większej ilości czynników niż sprzedaż wódki na stacji, w tym lokalizacji stacji (przy autostradach i dużych miastach paliwo jest droższe).

303px-Stoli

Trzeci argument jest taki – że jeśli kierowca-alkus chce to i tak się napije, ale po rozmowach z pracownikami dwóch stacji paliw wiem, że często jakiś alkus tankuje i sięga po setkę żołądkowej na takiej zasadzie… „skoro jest to sobie golnę przy okazji”. Po prostu na takiej zasadzie, jak okazja czyni złodzieja, możliwość „zatankowania wódki” przy okazji tankowania auta wyraźnie wpływa na spożycie i bezpieczeństwo na drogach. Gdyby tej wódki nie było, kierowca-alkus zaprawił by się dopiero w domu a nie w trasie.

Czwarty argumenty jest taki, że dostępność alkoholu w danym punkcie handlowym siłą rzeczy przyciąga wszelkie menelstwo, o czym wiedzą mieszkańcy okolic pubów oraz lokalnych sklepów monopolowych (w tym stacji paliw). W wielu krajach bardziej cywilizowanych system sprzedaży i reglamentacji alkoholu jest ostrzejszy niż w Polsce i w sklepie co najwyżej można sobie kupić piwo o maksymalnym woltażu ok. 2-3% i oni jakoś żyją i funkcjonują, czemu znów można przeciwstawić argument wolności osobistej i gospodarczej.

To jest kwestia do zdecydowania zgodnie ze swoimi własnymi przekonaniami, trudno coś zmienić, jednak w tym przypadku pojawia się pytanie – warto, czy nie?

Co o tym myślicie?