Wygląd, marka, lans…

Wracam do tematu wiele razy już dyskutowanego w moim gronie, ponieważ pojawił się on znów w niedawnych dyskusjach ze znajomymi. Wygląd, marka, lans… pokazanie się, zewnętrzne oznaki bogactwa i sukcesu.

Tak, to jest ważne. Nasze społeczeństwo jest niesamowicie nakręcone na sukces. W powszechnym odbiorze – jeśli dobrze wyglądasz, masz lepsze ciuchy, lepszy telefon, komputer z owocem na obudowie i inne drogie zabawki, to jesteś człowiekiem sukcesu – jesteś kimś lepszym, bardziej wartościowym, docenianym…

Przypominam sobie jednak moje „biedne” czasy studenckie, kiedy nie miałem pracy poza jakimiś dorywczymi zajęciami i to właśnie był u mnie okres największego parcia na wygląd i zewnętrzne oznaki sukcesu.

Tak więc bardzo często chodzenie w garniturze (przy byle pretekście), dobrym płaszczu i eleganckich butach, elegancki i wyjątkowy, jak na tamte czasy, telefon komórkowy (za który buliłem krocie), elegancka teczka, luksusowe pióra i art. piśmiennicze, skórzany planner…

Na ten cały bajer szła większość dodatkowo zarobionej kasy, było to ważne, choć było się bez pracy i klepało biedę, wyglądać jak młody yuppie, odgrywać rolę człowieka „z biura”, czy innego korpo. Wiązało się to oczywiście z częstym poszukiwaniem zajęcia (kończyło się w czasach studiów dziennych jedynie połowicznym sukcesem).

Potem skończyłem studia i zamiast liczyć na łaskę ludzi w szklanych biurowcach, na to czy mnie w końcu przyjmą na etat, czy nie – założyłem firmę i zacząłem zarabiać. Raz gorzej, raz lepiej, ale w końcu zarabiać na relatywnie wygodne życie i nie musiałem się już oglądać na innych.

Garnitur i płaszcz trafił do szafy, z eleganckich koszul wyrosłem (bo zacząłem ćwiczyć na siłowni). Elegancka teczka zapełniła się narzędziami i kablami, jedno z luksusowych piór znalazłem właśnie na dnie szuflady i śmieszy mnie właśnie trochę, że ostatnią kasę wydawałem kiedyś na takie rzeczy, zamiast zluzować i bardziej cieszyć się życiem…

Nie neguję tego, że pierwsze wrażenie i wygląd w biznesie liczy się – tak to prawda – ale teraz, tak naprawdę i w głębi duszy, „to mi to lotto”.

Jak to jest u Ciebie? Napisz.