Krawężniki… chorobliwa oszczędność, czy zdrowy rozsądek!?

Krawężniki, jak w tytule. Krawężniki miejskie i osiedlowe. Z pozoru rzecz nieistotna i mało związana z tematem bloga, ale jeśli się temu przyglądniemy – to pokazuje pewne podejście, globalne podejście do gospodarowania i oszczędności, które jest złe. Od dawna tradycyjnie krawężniki przy trawnikach oczyszczano w jeden prosty sposób – łopata, trochę pracy, taczka, wykopanie, wysprzątanie.

W ten sposób przy naszej firmie także oczyszczaliśmy krawężniki.

Tak to powinno wyglądać. Proste, nieprawdaż?

Tymczasem w wielu miejscach administracje osiedli, miast i właściciele nieruchomości mają swoja metodę. Tanszą…. oszczędną… Przechodzi pracownik z butlą na plecach i zalewa krawężniki chemią, najczęściej jest to rakotwórczy i skażający glebę na wiele lat glifosat.

Potem są różne nieregularne plamy, gdzie nic nie chce rosnąć, bo „chemikom” się za dużo polało roundapu. W tym momencie zakończę wpis, bo na tyle Was szanuję, że nie chcę byście wysłuchiwali moich ostrych epitetów pod kątem ‚decydentów’, którzy każą zalewać nasze najbliższe otoczenie rakotwórczym syfem…. bo tak „oszczędniej” wychodzi….