Szybka jazda samochodem

Wyślij ten wpis znajomym!

Dzisiaj coś o szybkiej jeździe samochodem, a może bardziej coś o myśleniu. Moim zdaniem na trasie nie wystarczy szybki samochód, potrzebny jest też mózg. Może zatem zamiast przymusowych szczepień, rząd wprowadziłby obowiązkowe dawki kwasów omega3 i lecytyny, by naród sprawniej myślał – szczególnie na trasie myślenie uratowałoby więcej istnień ludzkich, niż szczepionki? Hah…

Dziś na trasie. Okolice Torunia. Wąska droga, przede mną dwa TIRy, za mną koleś w rodzinnym vanie, typowy piwny tatuś z rodziną. Jedzie i mało się nie zesra (niech ewentualne damy czytające to wybaczą mi język) by wyprzedzić od razu 3 auta, mnie i dwa TIRy. Ciśnienie mu skacze, co chwila się wychyla. Kiedy odstęp między mną a TIRem robi się duży, włazi mi tuż na 4 litery, próbuje podpędzać, w końcu zdobywa się na szalony manewr, ale nie daje rady wyprzedzić, bo coś wyskakuje zza zakrętu na przeciwko. Ledwo udaje mu się wcisnąć między 2 TIRy. Na pewno zmusza auto z naprzeciwka do zdecydowanego hamowania, nie ma tu gdzie uciec.

To wszystko na około 2km przed miastem – węzłem komunikacyjnym łączącym kilka tras, gdzie i tak każdy rozjedzie się w swoją stronę. Uzysk czasu śladowy, ryzyko zbyt duże. Ja o tym wiem, więc nie siłuję się z dwoma TIRami tuż przed węzłem komunikacyjnym. Z dużym prawdopodobieństwem one „znikną” mi sprzed nosa i tak się też stało teraz.

Sytuacja dwa. Obwodnica Rawicza.

Strasznie nędzna nowa droga, szczególnie niebezpieczna do wyprzedzania, o czym świadczą co jakiś czas lokalne wiadomości… wąska droga na wysokiej skarpie, w większości bez barierek ochronnych. Wypadek tamże niemal równa się zgon. Projektanta tej drogi powinno się pozbawić prawa do wykonywania zawodu i publicznie wychłostać, albo coś w tym stylu. Na to badziewie, pseudoobwodnicę, poszły miliony.

Osobnik kolejny, niemal klon osobnika z syt. 1., coś a’la van i Pan z wąsem w latach czterdziestych. Tym razem tylko jeden TIR i ja za nim, koleś zachowuje się identycznie, wychyla się, siedzi mi na ogonie, próbuje podpędzać, w końcu zbiera się i ledwo, ledwo kończy manewr wyprzedzania (widać brak momentu obrotowego w jego aucie), leci prawie na czołówkę. To się dzieje ok 300-400m przed zjazdem na węzeł komunikacyjny przy S5. Gość zjeżdża na 4-pasmową S-kę w kierunku Leszna, gdzie ew. wyprzedzanie nie jest jakimkolwiek problemem…

Naprawdę trzeba mieć ostro na****e do łba, aby robić taki manewr, w takiej sytuacji. Spokojne poczekanie za dwoma autami z przodu do zjazdu to kilkanaście-kilkadziesiąt sekund więcej w całej trasie.

Nie rozumiem tego braku elementarnego myślenia i świadomości zachowania się i płynności ruchu w ogólności…

Wy rozumiecie?


Wyślij ten wpis znajomym!