Ścieżki rowerowe

Przy ostatnich wpisach na temat transportu wspomniałem, że jestem fanem rowerów i transportu rowerowego w miastach, oczywiście, w jednym wpisie, mianowicie o „batmanach drogowych” niektórym rowerzystom dostało się, ale to tylko i wyłącznie za absoluty brak pewnego pożytecznego organu, zwanego mózgiem. Cóż poradzić, dopiero z perspektywy kierowcy jasno i wyraźnie widać pewne rzeczy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drodze.

Dlaczego warto budować ścieżki rowerowe w miastach, a w szczególności na osiedlach i obrzeżach miast napisano wiele i powiedziano wiele, dla mnie jako „oszczędnościowca” koronnym argumentem jest to, że budowa ścieżek rowerowych, przy remoncie lub rozbudowie pasa drogowego kosztuje relatywnie niewiele, a ma rolę podwójną.

20150808_165459

Po pierwsze rower jest i będzie coraz istotniejszym elementem transportu w miastach, po drugie ścieżki rowerowe, budowane prawidłowo, mogą odseparować ruch rowerowy (także w przyszłości wolnobieżny: np. skutery i rowery elektryczne, riksze Vmax=25km/h) od samochodowego. Co oznacza wrzucenie na ruchliwą podmiejską drogę bez pobocza (np. taką jak na zdjęciu… tak, zazwyczaj ruch na niej w „godzinach dojazdowych” jest znacznie większy) aut i rowerów nie muszę tłumaczyć żadnemu kierowcy.

1024px-Kos_castle

Wbrew różnym popularnym koncepcjom panującym w środowiskach rowerowych jestem za fizycznym oddzieleniem pasa dla rowerów od jezdni. Dobrym przykładem jest system dróg rowerowych w mieście Kos, gdzie niedawno byłem na dwutygodniowym urlopie.

W moim mieście poza klasycznymi, oddzielonymi od jezdni drogami rowerowymi, zeksperymentowano, i na całkiem ruchliwej drodze na odcinku dobrych kilkuset metrów wydzielono pas dla rowerów – tyle że prawie nikt tym pasem nie jeździ – rowerzyści, często rodzicie z dziećmi wyjeżdżający z osiedla, jadą po prostu po chodniku obok. Koncepcja łączenia na jednym, fizycznym pasie asfaltu tak skrajnie różnych metod transportu jest po prostu chybiona. Kuriozum są dla mnie także pasy rowerowe w centrum Wrocławia – znów, ich używalność jest jak na mój gust znikoma…

P.S. Wspominając o Grecji polecam jeszcze jeden foto-wpis na moim koncie na Blogspocie:

Grecja: Zagadka bankructwa. Zdjęcia #2