Samodzielne odkażanie klimatyzacji – koszt 8 zł

Klimatyzacja jest tym elementem auta, który jest szczególnie podatny na zanieczyszczenia a jej szczególną słabością jest tendencja do zagrzybiania się. Zagrzybianie poznajemy po tym, że na początku pracy klimatyzacji wydobywa się z niej przez chwilę lekko zatęchły zapach, który potem zanika, Mocno zagrzybiona klima daje ten efekt non stop.

Wszyscy fachowcy mówią, że co sezon należy klimatyzację odgrzybić – konsekwencje braku odgrzybienia klimatyzacji są poważne – to dyskomfort w kabinie, większa podatność kierowcy na infekcje oddechowe i alergie.

Odgrzybianie? Polega to na tym, że fachowiec wymienia nam kabinowy filtr powietrza a następnie włącza w kabinie obieg zamknięty i puszcza na jakiś czas ozonator. Teoretycznie kima powinna być czysta, jednak tylko teoretycznie, ponieważ moc ozonatorów używana do odgrzybiania jest z warsztatu na warsztat inna – widziałem nawet małe ozonatory akwariowe przedstawiane jako mocny sprzęt – obłęd! Często po miesiącu, dwóch, zwłaszcza po wilgotnym okresie zabieg należałoby powtórzyć ponownie… czyli czeka nas ponowny wydatek minimum kilkudziesięciu zł?

14488699428_b1d87abe3c_z

„Granat”

Ja ratuję się dwoma patentami – pierwszy, droższy – to kupno tzw. granatu do odkażania i dezynfekcji klimatyzacji. Zapalam silnik, włączam klimę na max w obiegu zamkniętym, odbezpieczam granat, który uwalnia środek grzybobójczy do nawiewów klimatyzacji (w obiegu zamkniętym – powietrze leci z kabiny), zamykam auto na ok. 30 minut i niech się odkaża… średnia cena „granatu” to okolice 20 zł. Uważaj! na rynku są granaty do odświeżania klimatyzacji, nam nie chodzi o odświeżanie, ale o odkażenie, ze środkiem grzybobójczym – będzie to odpowiednio oznaczone na opakowaniu.

Po takim granacie bardzo dobrze przewietrz auto – nawet ponad godzinę, albo i dłużej. Przez 1-2 dni nie wóź samochodem dzieci – to jest dosyć inwazyjna i drażniąca chemia – niech sobie dobrze odparuje!

6807561633_39c5e714d7_z

Dezodorant z alkoholem

To jest zdecydowanie tańszy patent ponieważ w supermarkecie tani dezodorant o w miarę przyjemnym zapachu oparty na alkoholu (dokładnie sprawdź skład kosmetyku!) kosztuje poniżej 4 zł. Tutaj, jeśli mój nos czuje, że w klimie zaczynają się rozwijać jakieś bakterie odpalam silnik, daję klimę na moc 75% w obiegu zamkniętym, tak aby zasysała powietrze z kabiny, lokalizuję w którym miejscu powietrze jest zasysane i opróżniam do każdego wylotu całą zawartość dezodorantu – robię to ręcznie, przy otwartych drzwiach. Nie wtryskuje sprayu bezpośrednio, ale staram się, by mgiełka „alkoholowa” została w 90% wciągnięta do instalacji. Jak alkohol działa na drobnoustroje i grzyby jest oczywiste. Natychmiast po opróżnieniu zbiornika/ów wyłączam zupełnie klimatyzację i nawiewy, tak aby wtłoczony i osadzony na parowniku i przewodach powietrza alkohol miał czas „popracować” i zostawiam auto na parę godzin. Ten wariant jest zupełnie bezpieczny np. dla dzieci przewożonych potem w aucie.

Cenowo? Używam dezodorantów opartych na alkoholu za 2x4zł=8zł przy wariancie mocnego odkażania. W lekkim wariancie – odświeżenia klimy wystarczy jeden dezodorant. Np. polecam niebieski Lucca Cipriano z pewnego znanego dyskontu spożywczego na literę B. w cenie ca. 3,90 zł/szt.

Jeśli zatem Twoja klima przy załączeniu śmierdzi lekko „mokrą ścierką” pomyśl o jej samodzielnym odkażeniu. Szczególnie w weekendy na pewno znajdziesz chwilę dla swojego auta!

14418925067_4b93b759dd_z

P.S. Oczywiście – oficjalnie tu ostrzegam – jakikolwiek patent i manipulacje przy klimatyzacji robisz na własną odpowiedzialność. Teoretycznie powinien się tym zajmować tylko wyspecjalizowany zakład, jeśli nie jesteś pewien/pewna tego co robisz – udaj się do fachowca!