Roszczenia Ukrainy – absurd polskiej polityki zagranicznej

Wyślij ten wpis znajomym!

Myślę, że źle się dzieje w polskiej polityce zagranicznej od wielu lat. Postępowanie naszych władz w polityce wschodniej jest dosyć nielogiczne. Z jednej strony mamy Rosję, państwo dominujące, agresywne, które może zwykłego Zbyszka spod Żabki przerażać retoryką siły, ale każdy, kto przeanalizuje zależności polityczno-gospodarcze, zauważy, że Rosja chce od nas jedynie, byśmy byli ich dobrym klientem na surowce energetyczne, gaz, ropę i nie byli wobec nich zaczepni. Rosja nie ma wobec nas żadnych roszczeń terytorialnych. Ten kraj zachowuje się po prostu jak regionalna potęga, ale jest wielce wątpliwe, by Rosjanie chcieli w skład swojego państwa włączać Warszawę czy Gdańsk. Oni mają znacznie głębsze problemy, niż prowincjonalna (dla nich) Polska.

U swoich granic mamy jeszcze inne państwo, nacjonalistyczne, agresywne – banderowską Ukrainę, która po pierwsze zgłasza do nas roszczenia terytorialne, po drugie zbroi i ćwiczy się na potęgę.

Dla naszych polityków to skrajnie niebezpieczne dla nas państwo jest jednak ‚przyjacielem’, a Rosja, która jak pisałem nic od nas obecnie nie chce – jest kreowana na wroga.

To jest absurd, którego nie rozumiem. Rządzą nami, niezależnie barw politycznych, ludzie o umysłowości ameby, albo jest to celowy polityczny i gospodarczy sabotaż w tej części Europy, chęć wciągnięcia Polski w lokalną wojnę i rozparcelowania resztek Kraju.

Co o tym myślicie?


Wyślij ten wpis znajomym!