Polityczna poprawność i język finansów

Nie wszystkim spodobał się wydźwięk mojego ostatniego wpisu i porównanie „konfiskaty” aktywów OFE do „konfiskaty” muszli klozetowej przez menela w budynku jednego z pobliskich ZUS-ów. W czym rzecz?

Powiem Wam, że moje zainteresowanie finansami jako młodego adepta zaczęło się właśnie od reformy OFE. Politycy szumnie, doniośle, uroczyście… czarno na białym obiecywali nam nasze indywidualne, NIENARUSZALNE konta, rewolucja w systemie emerytalnym, dziedziczność. WŁASNOŚĆ środków na własną emeryturę. Oczywiście pod lekkim „batem”, bo dobrowolnie na II-gi filar nikt by nie wpłacał, ale wreszcie odchodzimy od komuny o wpłaty na innych, wchodzimy w WOLNOŚĆ i kapitalizm, wchodzimy w płacenie za siebie i zbieranie pieniędzy na swój własny dobrobyt.

Pamiętam, że jedno z OFE (dla którego nawet przejściowo pracowałem) rozdawało karty bankomatowe, aby można było sobie sprawdzić w terminalu stan WŁASNEGO konta… Wow! Normalnie rewolucja!

W 2014 na ogół ci sami politycy ZABIERAJĄ nam znaczną część NASZYCH oszczędności, w 2015 Trybunał Konstytucyjny orzeka, że jest to OK. Nikt się nie buntuję. Ciekawsza jest afera z wypiciem przez Lewandowskiego alkoholu na Stadionie Narodowym i to, że jedna Celebrytka z TV puściła kantem mężusia,

Widzicie Drodzy Czytelnicy – wszystko zależy od używanego języka. Polityczna poprawność!

  • Czyli jaki z tego wniosek? Jeśli będzie mi brakowało na piwo oraz papierosy i wyjdę w dresach i w kapturze, aby wymusić „dobrowolną opłatę” za przejście przez moje osiedle – to jest to niemoralne, karygodne, rozbójnicze, mafijne?
  • Jeśli tę samą „dobrowolną” opłatę wyjdę wymuszać ubrany w płaszcz, marynarkę, krawat, markową teczkę i obowiązkowy markowy zegarek… to nie jest to już tak karygodne i rozbójnicze?

Drugi scenariusz jest scenariuszem stosowanym przez naszych rządzących (niezależnie od ich rzekomej opcji politycznej).

 

Ja jednak lubię nazywać rzeczy po imieniu i tak jak już raz napisałem – np. taki filmik przedstawiający zajęcia z motywacji na SGH niektórzy nazywają ćwiczeniami z rozwoju osobistego – ja nazywam to biciem w mordę.