Oszukane grzybobranie – przystępuję do dzieła!

Wyślij ten wpis znajomym!

Oj nie spodobało się Czytelnikom moje ostatnie pisanie o grzybobraniu, np. przeliczenie czasu grzybiarza i omawianych darów lasu na pieniądze. To jak widać pewne tabu i rytuał, a jego podważanie nie podoba się ogółowi… Piszecie często, że tu nie chodzi o koszta, nie chodzi nawet o grzyby, chodzi głównie o piękne chwile spędzone na łonie natury…

Skoro nie chodzi o koszta i nawet o same grzyby, to dlaczego Ci z Was, którzy mieszkają w moim mieście i są moi znajomymi nie zadzwonili np. z tekstem: „Remigiusz, czytałem Twój wpis… szkoda, że nie poszedłeś na grzyby, wpadnij to ci dam zebrane dziś maślaki, bo głownie marynuje podgrzybki, itp.” Ej tam, ej tam… nie ściemniajcie mi lepiej, że tu nie o cenne grzyby i zapasy chodzi. 😉

Idę wieczorem, po pracy od rana, na planowane „Oszukane grzybobranie” do marketu i co widzę. 3 paczki polskiej produkcji boczniaków. Przecenione do 1 zł za paczkę. Otwieram każde z nich (mam w poważaniu co obsługa na to – śmierdziuchów nie kupię), patrzę – grzyby ładne, wącham – zapach ładny, ewidentnie są jeszcze świeże. 3 zł polskie płacę.

Odgotowuję grzyby z dodatkiem lubczyku, ziela angielskiego oraz odrobiny sosu Worcester. Nie są to grzyby leśne, więc chcę wzmocnić aromat.

Tymczasem na patelni podpieka się cebula z boczkiem. Obgotowane boczniaki to już tylko moment do podsmażania. Jedną patelnię robię w sosie mącznym, drugą patelnie w sosie piwnym, mniam…

Otrzymuję potrawę wcale nie gorszą, niż to, czy chwalą się w necie moi Czytelnicy – grzybiarze. Delektuję się właśnie…

…a Ty jeśli jeszcze nie czytałeś/aś – zaglądnij:

Oszukane grzybobranie

 


Wyślij ten wpis znajomym!