Mobilność, szkodliwość smartfonów oraz wifi…

Dzisiejszy wpis przygotowuję na tablecie na klawiaturze ekranowej, co nie jest zbyt wygodnym sposobem na dłuższe wpisy, ale może dzięki temu się trochę wprawię. Czy ty próbowałeś/aś pisać dłuższe wpisy, lub maile na dotykowej? Jak ci to idzie?

Ja zdecydowanie nie jestem stworzeniem mobilnym i z reguły w terenie potrzebuje laptopa, albo fizycznej klawiatury. Zabawa z użycien np. smartfonu do napisania czegoś dłuższego niż jakiś niezbędny kod, czy adres www jest dla mnie abstrakcją. Komunikacja sms to dla mnie abstrakcja, mimo że komórkę mam od roku 1998, kiedy jeszcze gdzieniegdzie budziła sensację i podziw… Wróćmy do mobilności…

W domu i w firmie zdecydowanie przymierzam się do powrotu do rozwiązań stacjonarnych. Duży ekran, wygodna klawiatura, wygodne biurko…. to jest to. Zastanawiam się nawet nad podpięciem urządzeń do kabli i rezygnacji, lub minimalizacji korzystania z wifi. Czytam ostatnio wiele o szkodliwości tzw. smogu elektromagnetycznego i wifi, tak samo jak np. kuchenek mikrofalowych. Różne informacje na ten temat wydają się przekonujące….

Wracając do faktu, że miałem tel. komórkowy jako jeden z nielicznych pionierów mobilności. Kiedyś normalna była przy kupnie nowego aparatu informacja o szkodliwości promieniowania z telefonu i zalecano model z długą, wysuwaną anteną, by oddalić źródło emisji fal od głowy. To był pewnik, zwyczajny fakt i uznawany atut przy zakupie aparatu.

Dzisiejsze smartfony mają antenkę wbudowaną w środku, fale emitowane przez urządzenia w czasie rozmowy pięknie smażą nam mózg… tak samo jak w kuchence mikrofalowej, ale na mniejszą skalę…. wolniej…

Czy jednak mówieniem o tym nie narażamy się na śmieszność i ulokowanie w gronie sympatyków teorii spiskowych…. Co ty o tym myślisz?