Ekologiczna Ice Tea

Wczoraj w biurze między ksero a stosem papierów znalazłem butelkę Ice Tea jeszcze z poprzedniego weekendu. Ponoć naturalna, ekologiczna, fantastyczna i do tego polskiej produkcji (znana polska firma z angielsko brzmiącą marką). Pilem bezpośrednio z butelki, więc myślę sobie – 10 dni minęło – na pewno nieźle skwaśniała i już nie dobra…

Często robię sobie do biura różne naturalne herbaty, ostatnio np. miks mięty i kiprzycy (oryginalnej herbaty słowiańskiej – współcześnie tzw. Iwan Czaj), nie muszę mówić, że jeśli zdarzy mi się zostawić nadpitą butelkę np w socjalnym to po paru dniach ta herbata jest do wyrzucenia, co ja mówię, po paru dniach… nawet szybciej.

Wracając do tematu, chcę wyrzucić tę butelkę Ice Tea do śmietnika, ale myślę sobie, szkoda, taka dobra, eko i jakość,  cała butelka prawie, otwieram, wącham, świetny, świeży zapach, lekko brzoskwiniowy-cytrynowy. Nie… nie możliwe, aby nie sfermentowała. Biorę mały łyk, z zamiarem wyplucia, co to… pycha… jak świeżo otwarta, nic a nic się nie zepsuła, a przecież przez kilka dni było dość gorąco i bakterie ze śliny powinny zrobić swoje. A ona nietknięta…

Co za cholera chemia, syf i konserwanty muszą być w tych gotowych napojach, skoro nawet moje niewybredne bakterie nie chcą tego żreć nic a nic. A my to pijemy. O w mordę….!

Wyślij ten wpis znajomym!