Dojazdy z przedmieść do miasta.

Wczoraj z Kolegą BJ ponarzekaliśmy sobie na blogosferę, no i dobrze, tak trzeba czasem! Odrobina dystansu do siebie i „środowiska” jest dobra. Dziś ponarzekam na ludzi z przedmieść i wiosek.

Najpierw jeden z drugim bierze kredyt, kupuje piękną działkę na wsi, z dala od miasta, stawia sobie hacjendę, willę czy inny bungalow – potem zaczyna się kwiczenie wszem i wobec. O jejku, jejku jak to ja mam źle, jak to muszę długo dojeżdżać, ile kilometrów robię, jak to ciężko z dziećmi i zajęciami pozalekcyjnymi, jak to ciężko zgrać, jak rano trzeba wstać…

…i to wszystko są kwiki, chrumki i piski ludzi mieszkających w promieniu, powiedzmy max. 15 km od centrum mojego małego miasta. Dojazd do 20 minut urasta do rangi życiowego problemu. Normalnie zagubieni gdzieś, jak te goryle we mgle.

Tymczasem ja sobie przypominam dojazdy do pracy/uczelni w Poznaniu i jeśli człowiek mieścił się w przedziale 30-50 minut to był sukces. Nikt nie narzekał specjalnie na dojazdy i po 35 km od miasta.

Zastanawiam się, co takim narzekaczom odpowiedzieć. Na obecną sekundę nie mam koncepcji….

8 komentarzy do “Dojazdy z przedmieść do miasta.”

  1. Przez weekend (do wczoraj w sumie) przeprowadzałem na wieś kolegę…
    Z kawalerki sie wyprowadzał do domku…
    Ilem oże człowiek zgromadzić na małej powierzchni to głowa mała i to nawet moja, a przecież i ja potrafiłem spakować jacht na 6 miesiecy.
    Opowieść dostaniesz na mejla…
    Co odpowiedzieć takim?
    Nie wiem, śmieszą mnie tacy „idealiści” biegający za motylkiem po lączce i krzyczącu „ku..a wdeptujac przy okazji w krowi placek 🙂

  2. Może po prostu wszystko ma swoją cenę

    Nie da się wyprowadzić z miasta i mieć je jednocześnie pod ręką

      1. z innej beczki, nie wyobrażam sobie wyprowadzki nawet dosłownie pod miasto, o ile obydwoje małżonków nie jeżdżą sprawnie i aktywnie samochodem, z przykładów rodzinnych wiem, że tylko jedna osoba zmotoryzowana na rodzinę powoduje niezłe problemy

        1. To „najracniejsza racja” 🙂
          Muszą – po prostu muszą – oboje być aktywni zak ierownicą, a i dzieci gdy dorosną do „odpowiedniego wieku” powinno sie wdrażać w rower/motorower/motocykl/samochód.
          I koniecznych jest również kilka pojazdów.
          Tłumaczenie, że „ja i tak bedę pracować w domu więc niepotrzebuję” jest tyleż piękne co nieżyciowe…

          1. praca w domu ma to do siebie, że jej część trzeba zawsze wykonać poza domem a pewne spotkania trzeba odbyć realnie

            a wracając:

            „idealiści biegający za motylkiem po lączce i krzyczącu „ku..a wdeptujac przy okazji w krowi placek”

            mieszczanie oglądając działki bud. na wsi na fali postanowień noworoczych np. w styczniu, lutym nie zdają sobie czasem sprawy z prostego faktu – w ciepłym sezonie na wsi czasem po prostu śmierdzi, przynajmniej w odczuciu mieszczucha, który zniesie zapach spalin, ale już jakaś gnojowica go potrafi zabić

  3. Wszystko zależy od człowieka. Jeśli ktoś kupuje działke 50 km od miasta w którym mieszkał przez pół życia jest przyzwyczajony do miejskich wygód to potem tak ma. Ja mieszkam pod krakowem 8 km do centrum: nic nie smierdzi bardziej niz w mieście dojazd w godzinach szczytu wiadomo do przyjemnosci nie nalezy ale w 30 – 40 min do pracy da sie dojechac. Jak ktoś ma w naturze narzekanie na wszystko to choćby mieszkal pod 100 m od pracy dworca i galeri handlowej bedzie mu źle.

    1. bardzo sympatyczna lokalizacja jak dla mnie – myślę, że jest jak mówisz jeśli ktoś ma w naturze narzekanie będzie narzekał i na ładny dom na samych rogatkach miasta… ojojoj jak mam daleko do pracy

Skomentuj Remigiusz Roman Witczak Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Oblicz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Exit mobile version