Dojazdy z przedmieść do miasta.

Wczoraj z Kolegą BJ ponarzekaliśmy sobie na blogosferę, no i dobrze, tak trzeba czasem! Odrobina dystansu do siebie i „środowiska” jest dobra. Dziś ponarzekam na ludzi z przedmieść i wiosek.

Najpierw jeden z drugim bierze kredyt, kupuje piękną działkę na wsi, z dala od miasta, stawia sobie hacjendę, willę czy inny bungalow – potem zaczyna się kwiczenie wszem i wobec. O jejku, jejku jak to ja mam źle, jak to muszę długo dojeżdżać, ile kilometrów robię, jak to ciężko z dziećmi i zajęciami pozalekcyjnymi, jak to ciężko zgrać, jak rano trzeba wstać…

…i to wszystko są kwiki, chrumki i piski ludzi mieszkających w promieniu, powiedzmy max. 15 km od centrum mojego małego miasta. Dojazd do 20 minut urasta do rangi życiowego problemu. Normalnie zagubieni gdzieś, jak te goryle we mgle.

tlochinskie.jpeg

Tymczasem ja sobie przypominam dojazdy do pracy/uczelni w Poznaniu i jeśli człowiek mieścił się w przedziale 30-50 minut to był sukces. Nikt nie narzekał specjalnie na dojazdy i po 35 km od miasta.

Zastanawiam się, co takim narzekaczom odpowiedzieć. Na obecną sekundę nie mam koncepcji….

Wyślij ten wpis znajomym!