Dlaczego zarabiasz 3x mniej niż na Zachodzie płacąc tyle samo za żywność?

Moje ostatnie wpisy na oszczedzanie.biz o supermarketach nie przynoszą mi żadnego zaskoczenia. 3 na 4 osób na społecznościówkach i w komentarzach jest gotowa bronić wszelkich świństewek i patologii związanych z supermarketami.

Nie chce mi się kopiować „argumentów”, ale mniej więcej leci coś w tym stylu…

  • Nie płacą podatku do polskiego budżetu? Eee tam, ważne, że JA mam parówki cielęce taniej.
  • Niszczą lokalny biznes i sklepiki? Aaa co tam, niech małe sklepy zdychają, nie będę dawać zarabiać prywaciarzowi! W dodatku w małym sklepie obok pracuje taka gruba, brzydka kobieta…
  • Są uciążliwe dla otoczenia, smród z zapleczy, hałas z parkingu! Aaa tam, skoro to nie jest pod moim balkonem to mnie nie obchodzi!
  • Postawili komuś supermarket tuż przed domem i ruch, hałas stał się uciążliwy? No kurczę, nikt Ci nie każe mieszkać przy markecie, zmień sobie mieszkanie…

Jeśli podzielasz któryś z tych argumentów – to z powodu takiego właśnie myślenia zarabiasz 3x mniej niż Twój niemiecki czy holenderski kolega.

Dobra, czas na lekcję ekonomii…

Wariant 1

Lokalna gospodarka rozkręca się tak.

  • „Prywaciarz” – Polak, któremu dajesz zarobić, kupując w sklepie będącym jego własnością osiąga zyski.
  • Polak daje na ogół godziwą pracę swojej rodzinie, dzieciom, kuzynom (bynajmniej nie jest to bieda-pensja pracownika marketu, mobbing, wyzysk i białe niewolnictwo)
  • Zyski są na ogół reinwestowane tu na miejscu – w Twoim mieście, w Twoim otoczeniu. Prywaciarz kupuje używanego mercedesa, ma pieniądze na budowę domu…
  • Dalej zarabia mechanik, zarabiają fachowcy-budowlańcy, serwisanci.
  • Rodzina prywaciarza wydaje swoje pieniądze najczęściej na miejscu, zarabiają kolejne małe interesy…
  • Kilku młodych ludzi zarabia już na tyle dobrze, że decyduje się zainwestować na miejscu, zamiast wyjeżdżać za chlebem do UK.
  • Pojawiają się nowe miejsca pracy, ponieważ ilość chętnych do pracy nie rośnie, rosną zarobki… podaż-popyt.
  • Spirala zysku i lokalnego dobrobytu się nakręca.
  • Zaczynasz Ty i Twoja rodzina zarabiać coraz lepiej.

Wariant 2

  • Cały lokalny handel przejmuje Niemiec, Francuz, Portugalczyk… Może wykańczać Polaków, bo stosuje „optymalizację podatkową” (przecież na tak kulturalnym blogu nie użyłbym słowa kradzież?!)
  • Prywaciarz-Polak upada i utrzymuje się z zasiłku (na który Ty reż się składasz!!! Tak, właśnie Ty!)
  • Większa część zysków z handlu jest transferowana do Niemiec, Francji, Portugalii…
  • Na miejscu nie zostaje i nie tworzy się nic….
  • Kolejni ludzi wyjeżdżają do UK zostawiając na miejscu emerytów i rencistów… i więcej biedy…
  • Nieliczni szczęściarze wegetują na rencie rodziców, bieda-pensji żony kasjerki z supermarketu…
  • Ty też byś wyjechał, ale angielski taki trudny… no i chciałbyś mieć kontakt z synem… by się nie wychowywał za garażami i pod śmietnikiem…. ale…

Smutna prawda o typowym polskim osiedlu jest taka, że albo ktoś już wyjechał do roboty do UK/Holandii/Norwegii, albo właśnie się do tego szykuje/zastanawia, albo z różnych powodów nie może (nie chce)..

Ci co zostali, plują mi na blogu i społecznościówkach, jakie to bzdury opowiadam i jakie to cudne są markety, bo już za 10 zł, z wyciągniętych ze śmietnika puszek możesz kupić „osiedlowy pakiet szczęścia”: Nalewkę „gorzką-stołową” 32% 0,2ml za 6,49 zł, piwo Biedagger 4% z przeceny  1,33 zł, pasztet mięsopodobny MOM za 0,89 zł oraz 1 bułkę za 0,29. Tak! To już 10 zł w dyskoncie! Spożywasz i jakoś raźniej się robi! Wtedy trochę łatwiej znieść fakt, że zarabiasz 3x mniej niż Twoi koledzy w UK.

Ale kto jest temu winny? Pytam! No kto…

W Tobie – tak w Tobie – tu i teraz jest potencjał do zmiany. Mały, niewielki, taki „atom” przyszłej polskiej ekonomii sukcesu i dobrobytu.To element i szansa tak mała i tak niewielka – dosłownie jak ta jedna drobina materii – ale 36 milionów takich części razem jest w stanie stworzyć ekonomiczną siłę, której nikt się nie oprze!

To jest droga, mentalność, którą obierzesz… mentalność zawistnego szabesgoja/szczuro-polaka spod supermarketu… czy mentalność rozwoju, siły – dążenia do tego, aby Twoje dzieci nie musiały przymusowo emigrować z naszego Kraju i zapieprzać na zmywaku, czy podcierać dup niemieckim czy irlandzkim emerytom, aby móc się jako tako utrzymać….

Pomyśl o tym! Pomyśl jak możesz wspierać i szerzyć podobne poglądy patriotyzmu ekonomicznego, które ja tu szerzę!

Ty tu decydujesz!

PUDELSI „Dlaczego Polacy nie mają pracy”

20 komentarzy do “Dlaczego zarabiasz 3x mniej niż na Zachodzie płacąc tyle samo za żywność?”

    1. Korporacje oraz układający się z nimi politycy…

      Politycy przymykali przez lata oko na transfer zysków za granicę i zgadzali się, by markety płaciły mniejsze, albo żadne podatki.

  1. No niestety chciałoby się powiedzieć – to jest Polska- tego nie ogarniesz. to jest właśnie nasza polityka od lat zaniedbana i niestety jednym pstryknięciem palca nic się nie zmieni. nie zaczniemy nagle zarabiać tyle co wszyscy. sam obecnie szukam normalnej pracy i wiem co robią z potencjalnymi pracownikami, do jakich pseudo rozwiązań śmieciowych się uciekają nawet wielkie firmy także już mnie nic nie dziwi….

  2. Niemiec zarabia nie 3 razy więcej a 4-5 razy więcej. Niemcowi po zrobieniu wszystkich opłat zostaje 3 razy więcej ale wolnych pieniędzy niż Polakowi przed opłatami.

  3. Pracuje u polaka w polskiej firmie ,firma jest w strefie przemysłowej czyli odprowadza znikome kwoty ,zarobki nie odbiegają od tych w supermarketach .Właściciel firmy ma się bardzo dobrze i mimo że jest Polakiem NIE płaci więc nie piszcie głupot to system stworzył prywaciarzom drogę do wyzysku ,a jedyna waszą bolączka jest to że ta kasa nie zasila wasze własne kieszenie.

    1. Każdy pieniądz, który zostaje w Polsce napędza gospodarkę bardziej niż pieniądz, który trafi na Cypr.

      Możesz nie lubić polskiego prywaciarza, ale on na ogół inwestuje te pieniądze u nas. Ot i tyle.

  4. Bardzo schematycznie i w sumie dość naiwnie opisane.

    Dawanie godziwej płacy – zapraszam do wizyty w sklepach „prywaciarzy”, nawet tych dobrze prosperujących i zasięgnięcia informacji u personelu. Zlecenie w wartości śmiesznej + premia pod stołem, umowa o pracę na stawce minimalnej – to standard.

    Prywaciarz nie stosuje optymalizacji podatkowej. Oczywista bzdura i nieprawda. Stosuje, tylko w swojej własnej skali. A optymalizacją będzie tu właśnie ukrywanie realnej wysokości płac (zmniejszanie obciążeń ZUS i PIT), Wrzucanie kosztów związanych z utrzymaniem gospodarstwa domowego w koszty sklepu. Niektórzy nadal perfidnie nie fiskalizują sprzedaży – zwłaszcza małe punkty w niewielkich miejscowościach i na targowiskach. Wiadomo, to nie jest polityka opłat licencyjnych, transfer know-how, ulgi inwestycyjne i cała reszta dotycząca hipermarketów – bo to nie ta skala. Ale sumarycznie mali opierdzielają budżet równie skutecznie jak duzi 🙂

    Prawdziwa przewaga hipermarketów tkwi w efekcie skali i związanej z tym współpracy z dostawcami. Tego żaden podatek nie zmieni. Hipermarkety rządzą swoimi dostawcami podczas gdy mali mają płacić gotówką w momencie dostawy i bić pokłony za dodatkowy 1% rabatu.

    Ja akurat robię zakupy w okolicznych sklepach tylko dlatego, że są blisko i to zawsze będzie ich przewagą nad wielkopowierzchniowymi. No i nie lubię tłoku. No i trójka moich dzieciaków ma ograniczone pole do popisu w zakresie „Tato, chcę to!” 😉

    Nie czytałem dokładnie reszty Twoich wpisów, ale z nagłówków wynika, że uważasz Się za wolnorynkowca. Otóż wydaje Ci się. Ten wpis jest ewidentnie prointerwencyjny.

    Wolnorynkowiec będzie stał na stanowisku, że przy minimalizacji jakichkolwiek obciążeń podatkowych ludzie zaczną zarabiać więcej, i generalnie w pewnym momencie zaczną mieć w d…, że masło w Auchan kupi za 4.99 a w osiedlowym jest po 5.99, bo za złotówkę to on nie będzie tracił czasu. A wtedy i sklepikarzom się polepszy.

    Pozdrawiam,
    Darek

    1. Nie czytałem dokładnie reszty Twoich wpisów, ale z nagłówków wynika, że uważasz Się za wolnorynkowca. Otóż wydaje Ci się. Ten wpis jest ewidentnie prointerwencyjny.

      Wolnorynkowiec będzie stał na stanowisku, że przy minimalizacji jakichkolwiek obciążeń podatkowych ludzie zaczną zarabiać więcej, i generalnie w pewnym momencie zaczną mieć w d…, że masło w Auchan kupi za 4.99 a w osiedlowym jest po 5.99, bo za złotówkę to on nie będzie tracił czasu. A wtedy i sklepikarzom się polepszy.

      To ci się źle wydaje.bo np. zupełnie zgadzam się ze zdaniem powyższym.

  5. Gdybyśmy mieli płace takie jak na zachodzie to wtedy nie opłacałoby się zagranicznym koncernom tworzenie u nas obozów pracy.

    1. Z tą „opłacalnością” masz jak najbardziej rację…
      Znajomy Belg ma w Polsce firmę. Zatrudnia z górą 300 osób ( i planuje kolejne) tylko po to, by z Belgii przywozić cieżarówkami jedzenie w opakowaniach przemysłowych, w Polsce przepakowywać i wywozić na powrót do Belgii w opakowaniach detalicznych…
      Zatrudnia wszystkich na umowę o pracę i to nie najniższą krajową, a „sporo” wyżej…
      Nie optymalizuje podatów „na chama”
      I nadal się opłaca wozić „f te i wef te”

  6. Porownajcie zarobki, ceny zywnosci i jej jakosc w Danii i zobaczycie ze w Polsce jedzenie jest tansze. Jakosci nie da sie porownac bo nadal nie macie „ulepszonych” produktow miesnych.
    (ulepszone= pofarbowane, napompowane woda i antykonserwanytami i bez smaku. Kotlet wolowy na patelni traci 1/3 wielkosci i jest elastyczny jak guma)

    1. Muszę Cię uświadomić. że coraz częściej już mamy te produkty… w dodatku mięso w sieciach sprowadzane np. z Danii (kiedy polskie mięso jedzie do UE na bogatsze stoły)

  7. Witam, ładny tekst – tylko niepokoją mnie dwie kwestie (mógłbym się jeszcze czegoś przyczepić, ale nie warto się teraz zajmować niuansami).
    1) optymalizacja podatkowa
    2) wyprowadzanie zysków za granicę.

    Jeżeli chodzi o optymalizację podatkową to została ona porównana do kradzieży – strasznie mi się to nie podoba, bo kradzież jest przestępstwem, a optymalizacja jest zawsze w granicach prawa. Poza tym, żeby było przestępstwo to musi być ofiara. Kradnie urząd skarbowy, ciężko zarobione pieniądze (nawet jeżeli nie nazwiemy tego wprost przestępstwem to obracając się przy podatku dochodowym to z pewnością można stwierdzić obiektywnie, że jest to niemoralne – w innym przypadku mielibyśmy do czynienia z mentalnością Kalego).
    Dodam jeszcze, że każdy przedsiębiorca się optymalizuje – również podatkowo. Biedronka, która często jest brama za przykład złego „marketu”, akurat płaci większy podatek dochodowy niż przeciętne polskie przedsiębiorstwo, a w szczególności większe niż mały osiedlowy sklepik – który zazwyczaj optymalizuje się w ten sposób, że zawsze wychodzi na około 0 i podatku nie płaci.

    Druga sprawa to wyprowadzanie pieniędzy za granicę. Bardzo proszę opisać mi ten proceder. Byłem w Belgii i nie mogłem zapłacić polskimi złotówkami, a za granicą jest to reguła – złotówkami płacić można tylko w Polsce, więc jak ktoś może wywieźć pieniądze z Polski za granicę?
    Czy wyprowadzaniem zysków jest wzięcie wypłaty i wyjechanie na urlop za granicę?

    Na końcu chciałbym podkreślić, że zgadzam się z grubsza z tym co pan napisał. Zgadzam się z tym, że trzeba wzmacniać lokalną gospodarkę, gromadzić i inwestować kapitał w swoim otoczeniu.
    Chciałbym tylko, żeby odniósł się pad do tego co napisałem, aby poznać pana pogląd na te kwestie.

  8. Ekonomista by powiedział że zarabiamy 3x mniej bo nasze PKB jest mniejsze a nie dlatego że kupujemy w zagranicznych sklepach.

    1. Ekonomista może widzieć tylko wycinek rzeczywistości określony liczbami, ale nie ogarniać całokształtu oraz efektu sprzężenia zwrotnego.

  9. Widzę że jestem w elitarnym gronie ludzi którzy rozumieją że markety szkodzą i to nie
    jest wcale takie trudne do zrozumienia ,a skoro nie jest to takie trudne to pytanie czemu większość tego nie rozumie .Widać tak zostali ukształtowani przez system edukacji ,media,rodzinę,otoczenie

    1. Bodajże Bernard Russell powiedział był, że większość ludzi jest po prostu głupia więc popularność tej czy inej idei nijak nie świadczy o jej wartości.

  10. Kiepskie te warianty ekonomiczne. Ktoś patrzy tylko na jedną stronę medalu z marketami. Markety nie dają zarabiać lokalnie? 95% firmy wykorzystanych do stawiania marketu to polskie firmy, zatrudniające polskich pracowników i płacące podatki w Polsce. Ludzie zatrudnieni w marketach mają płacone wszystkie składki i z ich pensji jest płacony podatek do polskiego budżetu. Wiele produktów zarówno w marketach jak i w lokalnych sklepach jest made in Poland. Markety kupują warzywa i owoce u lokalnych dostawców w ilościach większych niż mogłyby to zrobić lokalne sklepiki – wzrasta popyt. Markety wyprowadzają zyski? To za co są stawiane następne markety? Markety ze względu na swoją budowę zużywają spore ilości mediów (woda, prąd, gaz, ciepło, kanalizacja). Miesięczne rachunki są liczone w dziesiątkach tysięcy. Te rachunki są płacone polskim firmom, które od zysku płacą w Polsce podatki. W lokalnym sklepiku jest zatrudniony niezbędny personel. W marketach potrzeba kadrę menadżerską, pracowników IT czy utrzymania ruchu. W lokalnym sklepiku zawoła się syna koleżanki jak coś nie działa z komputerem lub wezwie pana Henia by przykręcił gniazdko – da im się 50-100 zł za które oni podatku nie zapłacą bo nie wykażą przychodu. W markecie pracownicy dodatkowi – to dodatkowe pensje za które są odprowadzane składki i podatki. Więc proszę brać temat obiektywnie i nie pokazywać tylko jednej strony medalu. I jeżeli Pan nie był na Zachodzie – tam też są markety – które „niszczą” lokalną gospodarkę.

  11. Markety nie są jakąś szczególną wartością w naszej gospodarce? Tak, zdecydowanie. Oni/one niczego nie produkują. To produkcja przemysłowa jest nr 1 jeśli chodzi o wzrost i siłę gospodarki, a szczególnie produkcja na wysokim poziomie albo monopol w jakiejś dziedzinie. Każdy kraj w UE, wysoko rozwinięty, ma jakąś specjalizację, jakąś firmę czy branżę na światowym poziomie. My mamy markety, ale czy lekarstwem na markety są sklepy prywatne? W obecnym wydaniu nie. Właściciel kilku sklepików kupuje nowy, wcale nie używany, samochód i wcale nie Fiata Punto :). Jeździ na zagraniczne wycieczki, które nie zawsze kupuje u krajowego operatora turystycznego. Kupuje wcale nie najtańsze sprzęty AGD, często produkowane poza granicami naszego państwa. Wlicza w koszty firmy opłaty związane z funkcjonowaniem własnego domu. Nie chce mi się wyliczać dalej. Niestety jest to u nas regułą, choć zdarzają się wyjątki – też takich biznesmenów znam. Niestety większość to „prywaciarze”. Na koniec wisienka na torcie. Sprawdziłem w NFZ kto w moim miasteczku ze stomatologów ma kontrakt i na jaką kwotę. Obdzwoniłem wszystkich (6 gabinetów) i zgadnij ilu przyznało się, że można u nich coś zrobić na „NFZ? Zero, czyli nikt – fajnie wziąć 200 tys i schować sobie do kieszeni. Normalny inteligentny i wykształcony człowiek w tym kraju nie otworzy biznesu bo jak zaczyna liczyć to „2 +2 = 4”. Innym wychodzi często „2 +2 = 10”, albo więcej. Może trochę wymieszałem tematy, ale późno już jest. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Oblicz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Exit mobile version