Alkohol na spotkaniach biznesowych

Niedziela rano to krytyczny czas dla wielu z nas. Ból życia po ciekawej sobocie jest nie do zniesienia dla niejednej osoby, ale czy tak być musi zawsze? W jednej ze znanych mi firm po tym jak przepita kadra managerska niemal rozniosła pewien hotel i narobiła wstydu, który chyba był inspiracją dla filmu „Spotkanie integracyjne” kategorycznie zakazano alkoholu na spotkaniach biznesowych w ilości większej niż 1 butelka wina na 2-3 osoby na cały wieczór pod rygorem zwolnienia dyscyplinarnego.

I działa… ludzie się spotykają, bawią, dyskutują, odbywają rozmowy biznesowe…

Jeden ze znajomych ostatnio wrócił ze spotkania branżowego, oczywiście z alkoholem bo w ilości 2 drinków od 18.00 do 24.00. Ludzie się bawili, tańczyli, rozmawiali o swoich sprawach.

Można? Można.

148735672_477782868b_zNiestety znam też firmy*, gdzie każda delegacja, każde spotkanie biznesowe, każda konferencja i „szkolenie” to przysłowiowa świniarnia i ten kto nie stoczył się pod stół, czy wyszedł o własnych nogach z imprezy to nie jest „swój chłopak”. (Oczywiście nie powiem jakie firmy… dyskrecja obowiązuje.)

Pytanie czy warto?

Co daje ześwinienie się na imprezie biznesowej, co daje nabombanie się do wymiotów, co daje konanie w męczarniach dzień po?

O to chodzi, że nic.

Osobiście zatem powiedziałem NIE. Lubię dobre piwo, lubię kieliszek-dwa mocnego trunku. I to by było na tyle. Koniec i kropka, jeśli ktoś chce się ze mną spotkać pogadać o interesach – wie, że mam swój limit i go nie przekraczam.

W szerszym gronie na teksty: „Eeeee no…. ale ze mną to się nie napijesz?” nie reaguję. Z resztą jak wiecie, mam zawsze własne zdanie i robię tak, jak ja sam uważam, a nie jak ktoś powie, albo „bo wypada”…

….i tego samego Wam właśnie życzę.