2h jazdy, lub 100km

Kiedyś słyszałem w jednej z kampanii medialnych typu bezpieczeństwo na drodze hasło typu: „2h jazdy, lub 100km”. Chodzi oczywiście o to, by zatrzymać się choć na chwilę po przejechaniu tego odcinka, ewentualnie zrobić krótki postój po około 2h jazdy.

Po co?

Znam kierowców – takich typowych maratończyków – którzy lubią wystartować na Pomorzu a zatrzymać się dopiero w Bieszczadach, dla których jakimś tam wyznacznikiem ideału jest jak najkrótszy całkowity czas przejazdu. Powiem Wam, że nie podzielam takiego podejścia.

Oczywiście fajnie jest „oszczędzić czas” i być na miejscu jak najwcześniej, z drugiej strony efekt znużenia, przynajmniej w moim przypadku, jest odczuwalny i groźny. Kiedyś zaliczyłem bardzo niebezpieczny wypadek (z mojej winy), ponieważ nie posłuchałem tego co mówi mi organizm, za to słuchałem dobrych „doradców” podkręcających mnie w stylu. „Co ty… żartujesz… już zmęczony… inni faceci spokojnie dają radę!”.

Po tej sytuacji mam dość zdecydowane i bezwzględne podejście do „dobrych doradców” w roli pasażerów, wchodzących mi na ambicję w czasie jazdy. Najpierw jest to spokojne wyjaśnienie sytuacji, ale jeśli nie pomaga – potrafię zachować się bardziej stanowczo i nie zawsze miło dla „doradców” kierowcy.

Bo oczywiście o jeździe najwięcej wiedzą osoby, które jeżdżą mało, albo w ogóle.

Kubek kawy na postoju nie zaszkodzi 😉

Co Ty myślisz na ten temat? Jaki Ty masz styl jazdy? Napisz!