Mikroelektrownie oraz minielektrownie wodne

Powiem Wam szczerze, że ostatnio zamiast kwestii polityczno-wyborczych bardziej interesuje mnie tematyka ekonomiczna, a w szczególności mocno powiązana z ekonomią energetyka – w szczególności OZE, co widzicie ostatnio na moim miniblogu oszczedzanie.biz 😉 Rozmawiając z ludźmi zainteresowanymi tematem dowiedziałem się, że tylko na Dolnym Śląsku przed wojną było czynnych przynajmniej kilkaset obiektów takich jak mikro- i minielektrownie wodne, nie mówiąc o tych większych instalacjach, istniejących i pracujących do dziś.

Zniszczenia wojenne i polityka spalonej ziemi w wykonaniu Niemców, polityka Rosjan uznających wszelkie dolnośląskie dobra za „trofiejne” oraz późniejsze rządy komunistów pozostawiły niewielki procent tych obiektów w stanie funkcjonalnym.

060929_KW_Buchholz_001Jak jest obecnie?

Uwaga wszystkich skierowana jest na spektakularne wiatraki, jednak moim zdaniem polityka energetyczna w dziedzinie OZE powinna pójść także we wspieranie elektrowni wodnych

Mikroelektrownie, o których wspominam mogą by stworzone na już istniejących stopniach wodnych, wykorzystując starą infrastrukturę dawnych młynów, tartaków itp.. Co więcej takie instalacje tworzą dodatkową retencję, a tyle się mówi o tzw. „suszy hydrologicznej”. Oczywiście są korzyści ekologiczne, dodatkowe siedliska dla ptaków i zwierząt wodnych. Według mnie, przy odrobinie dobrej woli politycznej, Polska mogła by zwiększyć swój bilans udziału energii odnawialnej właśnie dzięki zastosowaniu mini- i mikroelektrowni wodnych na masową skalę.

Potencjał Polski w tej materii jest ogromny – czy przyszli „decydenci” będą umieli go wykorzystać?

Mała_elektrownia_wodna_Trzebiatów

P.S. Pozdrowienia dla Jacka z Yard Cups, współuczestnika tych „energetycznych” rozmów.