Najstarsze drzewo oliwne na świecie – Vouves – Kreta

Ostatnio na blogosferze i FB coraz więcej słyszę o szkodliwości olejów roślinnych i „spisku” jaki producenci takich olejów, margaryn, czyli wielki przemysł i korporacje zawiązali w celu.. większych zysków.

Otóż powoli upada mit o szkodliwości tłuszczy zwierzęcych i do łask wraca stary, niezawodny smalec oraz masło

Tymczasem z tłuszczów roślinnych najzdrowszym okazuje się oliwa z oliwek – akurat jest to rodzaj tłuszczu, który uwielbiam. Śródziemnomorskie smaki to jest to, odnośnie czego miałem się okazję przekonać nie raz, a ostatnio podczas pobytu na Krecie:

Co nieco o moim pobycie opisałem tutaj: http://oszczedzanie.info.pl/blog/co-warto-kupic-w-grecji-na-krecie-i-przywiesc-do-polski/

Natomiast na moim zdjęciu widzicie najstarsze na świecie drzewko oliwne we wiosce Vouves, dosłownie rzut beretem od miejsca gdzie przebywałem na wakacjach. Drzewo liczy sobie około 3000 lat! Nieźle!

Moneta srebrna. Głowa kobiety 1933…. czyli bardzo rozrzutne zakupy!

O pokazanej monecie wspominałem już kiedyś na blogu głównym. Historia w dużym skrócie wygląda tak, że do zaprzyjaźnionego sklepu osiedlowego przyszedł Pan z dużą ochotą na spożycie jakiegoś napoju wyskokowego, jednak w jego portfelu znalazła się jedynie dziwna, stara 10 złotówka.

Ekspedientka niechętnie przyjęła monetę, no bo przecież jakaś inna, ale orzeł w koronie jest, więc nie z epoki PRL-u, nominał jest, więc zapewne jakaś okazyjna, tak jak te duże dwuzłotówki…

Monetę finalnie przejąłem ja we własnej osobie, w cenie nominału… schowałem do szuflady i zapomniałem o niej na kilkanaście miesięcy.

Przy jednej z dyskusji z kolegami „od inwestycji” na moim blogu, sprawdziłem nabytek i okazało się, że to klasyczna srebrna „głowa kobiety” z 1933.

  • Waga: 22 g
  • Próba srebra: 750

Tamten klient dokonał wyjątkowo niekorzystnych zakupów! No nie? Z pewnością mógłby kupić kikakrotnie więcej trunku, niż kupił za nominalną wartość tej monety.

Czy to nie ciekawy przypadek, pokazujący, że pieniądze mogą się kryć dosłownie pod naszymi stopami? Wystarczy się tylko schylić! Ja dostrzegłem potencjalną okazję kupując pozornie bezwartościwą (niekatualną) monetę. Czy ty także mialeś podobne okazje w swoim życiu? Napisz w komentarzu.

Turbina wiatrowa na dachu domu.

Podczas przeglądania zdjęć z wakacji znalazłem ciekawą fotkę, którą wykonałem podczas przechadzki po jednej z pomorskich wsi. Relatywnie dużą, jak na skalę podobnych urządzeń turbinę wiatrową zamontowaną na dachu domu.

Na dachach dotychczas widziałem turbiny kempingowe, jachtowe montowane przez pasjonatów, natomiast w porównaniu do nich to coś to prawdziwy gigant.

Czy w przyszłości turbina wiatrowa na dachu będzie częstszym widokiem? Kto wie?

Blask złota w słoneczny dzień.

Witajcie, dziś na „złamanie” tej okropnej pogody mam coś słonecznego i pozytywnego, mianowicie próbkę złota.Przedmiot nie ma wielkiej wartości finansowej, próbka jest w formie ultra-cienkich listków złota, ma natomiast wartość estetyczną i kolekcjonerską.

Mimo różnych zawirowań inwestycyjnych złoto było, jest i będzie godną uwagi inwestycją. Papierowe waluty nie raz podlegają dewaluacji, a w wielu przypadkach, także w historii najnowszej, ludzie zostawali z bezwartościowymi papierami w kieszeniach.

Złoto zawsze, ale to zawsze trzyma jakąś wartość.

Osobom posiadającym złoto inwestycyjne radzę nie przejmować się zawirowaniami jego wartości, o ile jest to traktowane jako inwestycja długookresowa nie warto ulegać panice przy skokach wartości i wyzbywać się posiadanego kruszcu.

Moje powyższe słowa oczywiście nie są rekomendacją inwestycyjną w sensie prawnym. Decydujecie sami 🙂

Podwójna moc kawy…

…czyli jak zaoszczędzić ok. 150 zł na urodzie.

Dostałam kiedyś paczkę świąteczno-reklamową od lokalnej firmy kosmetycznej. Całkowicie przypadkiem, ot – przeznaczyli część budżetu na  podarki dla instytucji, z którymi współpracowali i znalazłam się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.

W paczce były kremy ujędrniające, antycellulitowe, peelingujące, pięknie zapakowane. Z ciekawości sprawdziłam cenę w internecie i oczy stanęły mi słupka. Każdy słoiczek powyżej 100 zł, niektóre z dużymi górkami. Efektów rzucających na kolana nie zauważyłam, ale może dlatego, że słoiczki były za małe na pełną zalecaną kurację. Jednak co mnie zastanowiło, w składzie znajdowała się kofeina i ostra papryka. Ogólnodostępne produkty – dlaczego więc kremy takie drogie?!

A może da się zastąpić kremy domowym sposobem?
Kawy nie piję, choć bardzo lubię jej zapach i czasem dla zapachu tylko sobie zaparzam, rzadko wypiję, lecz w domu zawsze jakaś puszka się znajduje – to wciąż popularny produkt powitalny, gdy ktoś przybywa w gościnę.

Spróbowałam więc: plastikowe pudełko po margarynie, parę łyżek kawy mielonej, łyżka ostrej papryczki z półki z przyprawami, trochę zwykłego żelu do kąpieli. Kremy się chowają. Taki peeling z miejsca rozgrzał i wygładził skórę, aż przyjemnie jej dotykać, a ten zapach…! Fajny efekt już jednorazowo, a po kilku tygodniach rzeczywiście widać różnicę w ujędrnieniu skóry.

Warto spróbować różnych wersji – z oliwką zamiast żelu, z cukrem, z solą morską (tu lepiej omijać twarz), z cynamonem zamiast papryczki… Zamiast peelingu można się nasmarować i potraktować to jako maseczkę, owijając się folią spożywczą. Nie należy stosować jednak na skórę podrażnioną, naczynkową, no i lepiej nie używać bez zasłonki lub kabiny w łazience – kawa strasznie brudzi. Możliwość swobodnego operowania prysznicem bardzo się przyda.

Co najważniejsze – dla korzystających co dzień z filiżanki kawy – to naprawdę oszczędność – swobodnie mogą wykorzystać zaparzone fusy i mają dwa w jednym – poranne pobudzenie od środka i wieczorny seans dla ciała.

Autorką artykułu jest Baba ze wsi

A czy ty masz jakieś podobne sposoby? Podziel się z nami w komentarzach 🙂

Oszczędzanie paliwa – Oszczędna jazda samochodem

Paliwo nie należy do najtańszych produktów. Coraz częściej spotykam się wśród znajomych z myśleniem o relatywnie wysokich kosztach paliwa. Pojawiają się pomysły i propozycje na oszczędność paliwa – najpopularniejszym z nich w moich stronach jest wspólny dojazd do pracy małej grupki znajomych. W przypadku dojechania z mojej miejscowości do pracy do Wrocławia, jest to 140-150 km w dwie strony, dzień w dzień, nic dziwnego, że wielu ludzi stara się dojeżdżać razem i współdzielić koszty paliwa.

Drugim pomysłem jest eko-jazda. Nie trzeba być geniuszem i wybitnym matematykiem, by zauważyć, że jazda agresywna, gwałtowne przyśpieszanie, niepotrzebne wyprzedzanie wolnego TIR-a, tuż przed rozjazdem, który jest za ok. 1km lub inne zgrywanie bohatera na trasie przynosi po prostu zwiększenie wydatków na paliwo. Czy zawsze musimy jechać gwałtownie, szaleć na trasie, wkręcać silnik na maksymalne obroty i śpieszyć się? Niekoniecznie.

W ostatni weekend zaobserwowałem sytuację, którą obserwowałem wiele razy w przeszłości. Na trasie Prochowice-Lubin utworzył się sznurek samochodów i właściwie jedyne, co można było zrobić, to wrzucić na luz (w sensie psychologicznym) i jakoś dotoczyć się do pierwszych świateł na dwupasmówce w Lubinie. Znalazł się jednak gieroj, facet w białym SUV-ie, który na wąskiej drodze wyczyniał cuda, by znaleźć się 2-3 samochody dalej niż ja. Gwałtowne przyśpieszanie, hamowanie, wyprzedzanie przed wzniesieniem, adrenalina… Ja jechałem dość spokojnie i zdecydowanie, jednolitym tempem. I co?

Z 'agresywnym’ SUV-em spotkałem się na drugich światłach w mieście, okno w okno. Pytanie jest następujące… kto zużył mniej paliwa, kto jechał w sposób bardziej komfortowy dla pasażerów?

A czy wy macie jakieś przygody z waszych tras? Napiszcie w komentarzach 🙂

Drugie życie pomidora.

Gdy kroimy pomidora, często wypływa na talerz miąższ, który potem ląduje w śmietniku lub spływa do zlewu w czasie mycia talerza. A przecież z tych niepozornych ziarenek możemy mieć własną skrzynkę pomidorów, zwykłych lub koktajlowych, naprawdę niewielkim kosztem. Wystarczy duża donica lub stara skrzynka i trochę ziemi. Nawet takiej za 3 złote.
I wcale nie potrzeba ogrodu, ani nawet okien od południa. Wystarczy szeroki parapet lub stolik przy oknie, a potem kawałek balkonu.
Z trzech małych krzaczków wsadzonych do skrzyni na północnym balkonie, miałam ostatnim razem ponad 40 pomidorów, które ładnie czerwieniły się już po zerwaniu, a i na zielono stanowiły pyszną bazę do sałatki.

Jak się do tego zabrać?
Wydłubać ziarenka z miąższu, resztę zjeść z kanapką.
Ziarenka należy wysuszyć – można położyć na papierze na grzejniku – a potem wsadzić po kilka do małych doniczek lub pojemniczków po śmietanie, zagłębiając w ziemię na ok. 3 mm. Ziemia powinna być wilgotna, doniczki przedziurawione od spodu, a temperatura otoczenia między 15 a 30 stopni.
I czekamy.
Przygotowanie rozsady trwa około dwóch miesięcy, najczęściej zaczyna się wysiew w połowie marca, lecz zima w tym roku nieco nam się przeciagnęła i teraz będzie w sam raz.
Doniczki można przykryć podziurkowaną folią, by ziemia nie traciła wilgotności, a jednocześnie dostępu do powietrza.

Gdy nasionka zakiełkują, ustawiamy je w bardziej nasłonecznionym miejscu, a gdy już doczekamy się dwóch listków na roślinkach – każdą przesadzamy do większej doniczki lub od razu do dużej donicy, czy skrzynki – dojrzały krzak potrzebuje około 40 cm średnicy. Przesadzenie pomaga rozwinąć się porządnie korzeniom. A potem można już sadzonki wystawić np. na balkon i pamiętając o podlewaniu, czekać na pierwsze owoce. Można wspomóc uprawę ekologicznym nawozem w płynie do pomidorów i ziół.

Tym samym sposobem można uprawiać papryczkę (trochę więcej słońca), dynię, patisony, pietruszkę, szczypiorek, zioła…

I warto zostawić sobie trochę nasionek z nowych owoców na przyszły rok, by już do końca mieć pewność co do zdrowego pochodzenia naszych warzyw…

A zapach własnych pomidorków… Mmmm.

Autorką artykułu jest Baba ze wsi

A czy Ty także prowadzisz własne „parapetowe” czy balkonowe hodowle? Napisz w komentarzach 🙂

Exit mobile version